wtorek, 15 kwietnia 2014

One Part o Ludmile i Federico, czyli "Tylko bądź"

 "Tylko bądź
W każdy dzień i każdą noc
Niech miłości płonie stos
Niech zapłonie z nami świat"

 - Czy jeśli teraz powiem, że Cię Kocham to wszystko będzie dobrze? - zapytała z zawahaniem w głosie pierwszy raz w życiu. Zawsze była pewna siebie, ale gdy była blisko niego traciła rozum. Stawała się bezsilna. Kiedy na nią patrzył nie mogła myśleć. W jego oczach widziała miłość, tęsknotę i strach. Przed czym? Nie miała pojęcia. Tylko on jeden wiedział co dzieje się w zakamarkach jego duszy. Nie wiedziała o nim niczego, ale coś ją do niego przyciągało. Przyciągało jak magnez. Z kolei on wiedział o niej wszystko. Ulubiony kolor, potrawa, cel w życiu, który ciągle ulegał zmianie, ale także bardzo dobrze znał jej lęki. Największy to lęk przed zakochaniem. Wie, że dziewczyna boi się, że straci szanse na bycie gwiazdą przez jednego chłopaka. Ale on od początku znajomości wiedział, że to będzie ciekawa przygoda. Poznali się przez przypadek. Choć można to też nazwać przeznaczeniem. Dziewczyna na swojej osiemnastce przeholowała, ale miała szczęście, że spotkała Jego. Ten odprowadził ją do domu wysłuchując po drodze jaki świat jest pusty i przewidywalny. Nic nie mówił tylko słuchał przemowy dziewczyny. Choć była nietrzeźwa mówiła z ogromnym sensem. Po raz pierwszy wielki podrywacz stał się na chwilę chłopakiem, który chce zrobić wszystko dla swojej
dziewczyny, bez której nie może żyć. Ona czuła się jak księżniczka. Pierwszy raz ktoś słuchał jej i zgadzał się z przedstawionymi poglądami. Mimo miana dziewczyny, która myśli tylko o sobie miała myśli typu: "Czy tak nie byłoby lepiej dla wszystkich?" W życiu kierowała się zasadą: "Nawet nie wiesz co mogę zrobić komuś kto cieszy się z mojego bólu." Po incydencie z odprowadzeniem z imprezy nie odzywała się do niego. Wręcz unikała spotkań. Nie chciała żeby spędzał z nią czas z kilku powodów. Jednak głównym było zakochanie. Tak bardzo bała się tego pięknego uczucia. Przez kilka dni chłopak chodził za nią krok w krok, lecz ona o tym nie wiedziała. Myślała, że o niej zapomniał, że ma inną. Była bardzo przygnębiona, ale nie dawała po sobie tego poznać. Chciała być twarda. Nie wzbudzać współczucia. Jednak ból wygrał. Pojechała do swojego dawnego domu za miastem. Zamierzała odpocząć od wszystkich myśli, które kłębiły się w jej głowie. Lecz nie wiedziała jednej rzeczy. Chłopak z imprezy pojechał z nią. Właśnie tam chciał ja do siebie przekonać. Miał nadzieję, że wrócą z tego wyjazdu jako para. Obserwował każdy jej ruch, a kiedy weszła do małego domku pobiegł do drzwi. Zapukał do nich, a czekając aż dziewczyna jego marzeń otworzy myślał co powiedzieć gdy dziewczyna zapyta go o cel podróży. Wreszcie otworzyła, a kiedy spojrzała przed siebie nie mogła wydusić ani jednego słowa.
- Wiem, że jestem przystojny, ale od tego chyba nie zemdlejesz - zaraz jednak pożałował tych kilku słów. Jego marzenie zmieniło nastawienie. Już wiedziała, że to będzie nieprzyjemna rozmowa. Kiedy tylko zaczął ją przepraszać chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. On jednak ubłagał ją o przenocowanie. Zrezygnowana ruszyła do kuchni. Na dworze było już ciemno więc postanowiła przygotować kolację. Postawiła na pizzę - jej popisowe danie. Zanim się obejrzała była cała w mące. To jej nocny przyjaciel postanowił rozruszać atmosferę. Nie wiedział jednak, że panna w każdej chwili może mu oddać. Nacierali się mąką przez dobre 10 minut. W końcu dziewczyna poślizgnęła się i upadła na zdezorientowanego chłopaka. Dzieliły ich milimetry. On postanowił je pokonać. Delikatnie musnął jej usta. Ta oddała pocałunek lecz po chwili przypomniała sobie, że to chłopak, którego ma dość. Zerwała się na równe nogi i pobiegła do pokoju na górę. On zaraz ruszył za nią. Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i opadła bezsilnie na podłogę zasłaniając ręką usta, a potem całą twarz.
Nie zważała na donośne pukanie i przeprosiny. Płakała. Tak bardzo bała się tego przyznać, ale to była nieunikniona prawda. Zakochała się w nim i to tak mocno. On czekał po drugiej stronie drzwi, ale nie zanosiło się na to by miała go wpuścić do pokoju. Zasnął pod nimi. Kiedy rano dziewczyna chciała wyjść z pokoju coś jej nie pozwalało. To była dobrze nam znana zapora. Chłopak jeszcze się nie obudził, a nawet nie miał zamiaru. Wiedziała, że jeśli tylko spróbuje wyjść ze swojej twierdzy będzie zmuszona do rozmowy o wczorajszym wybryku chłopaka i zapomnieniu dziewczyny. Czy nie prościej byłoby się przyznać do swoich uczuć? Odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że tak, ale to nie jest takie łatwe do zrobienia. Szczególnie dla naszej bohaterki. Jednak doszło do niechcianej rozmowy. Dziewczyna nie chciała jej przeprowadzać, ale chłopak zagroził, że inaczej jej nie wypuści. Rozmawiali gdy nagle padło jedno ważne zdanie.
- Ja po prostu Cię Kocham - panna szybko wybiegła z domu mrucząc pod nosem:
- I to sprawia mi najwięcej problemów - wsiadła do samochodu i ruszyła w kierunku miasta. Chciał jak najszybciej mieć te wydarzenia za sobą. Wróćmy do chwili obecnej gdyż główny bohater bardzo się niecierpliwi i co chwilę patrzy na mnie jakby chciał mi coś zrobić. A przecież jestem grzeczna. Opowiadam tylko historię dwóch szczęśliwie zakochanych osób, które nie mogą bez siebie ży...
- Jak zaraz nie przestanie to ją trzepnę.
- Daj mi dokończyć bo jak ja cię trzepnę to nie wstaniesz - chłopak podniósł ręce w geście obronnym.
A więc dalej. Przez następne dni jasnowłosa znów unikała bruneta. I byłoby tak do dzisiaj gdyby nie ja.
- Wcale, że nie prawda - jęknął głośno ten idiota.
- Nie przerywaj bo jak wstanę to ty usiądziesz.
- No dobra, ale się streszczaj - jak on mi działa na nerwy. Czy nie może wysiedzieć kilku minut w spokoju? Co on małe dziecko czy co?
Postanowiłam zamknąć ich w schowku na instrumenty i wypuścić dopiero gdy się pogodzą.
- To był słaby pomysł - tym razem  ie wytrzymałyśmy obie i krzyknęłyśmy tak głośno, że wskoczył pod stół.
- Och zamknij się wreszcie!!!
Blondynka zaczęła się denerwować. Podeszła do drzwi i zaczęła w nie walić bez opamiętania.(Ta, jakby to coś miało dać.) Chłopak natomiast usiadł w koncie pomieszczenia i czekał aż jej przejdzie. Po chwili blondynka zsunęła się po drzwiach na podłogę.Przez chwilę było słychać tylko ich miarowe oddechy. Nikt nie chciał pierwszy się odezwać. Ona patrzyła mu prosto w oczy. Widziała w nich wielki smutek i ból. Bo jak ona się zachowywała. Co on musiał czuć kiedy dziewczyna go unikała. Nigdy tak o tym nie myślała. Usiadła obok niego i trąciła go delikatnie łokciem. Chciała go jakoś pocieszyć. Nawet nie miała pojęcia jak zakończy się pobyt w zamkniętym pomieszczeniu. Włoch podniósł głowę do góry i spojrzał zdziwiony na ukochana. Po chwili usłyszeli charakterystyczny chrzęst zamka. Drzwi zostały otwarte. Mogli wyjść. Byli wolni, ale jednak żadne z nich się nie podniosło. Chcieli przeprowadzić tę "rozmowę". 
- Nie chcesz wyjść? Przecież już nic cię nie zatrzymuje.- to było dla niego dziwne zachowanie. Ona położyła mu głowę na ramieniu i odpowiedziała, że jednak coś ja tutaj trzyma. Zdziwiony chłopak zapytał co. I to nie od tak, tylko z wielkim przejęciem w głosie. Blondynka odpowiedziała mu pytaniem na pytanie.
- Czy jeśli teraz powiem, że Cie Kocham to wszystko będzie dobrze? - zapytała z zawahaniem w głosie pierwszy raz w życiu. Fede spojrzał w jej piękne, brązowe oczy. Położył jej rękę na policzku, a ona wtuliła się w jej zagłębienie. Czuła jego ciepło. To było takie przyjemne uczucie. Wiedziała, że go potrzebuje, ale zarazem czuła się potrzebna i jemu.
- Kocham Cię - odezwał się po chwili z czułością. Czekał tylko aż ona wypowie te magiczne słowa. Tak długi ich wyczekiwał.Kilka długich sekund później Ludmiła otworzyła oczy i powiedziała słowa, n a które tyle czekał.
- Ja też Cię Kocham. Tylko bądź - niczego więcej nie potrzebował. Podniósł dłonią jej podbródek i delikatnie ja pocałował. Siedzieli tak jeszcze kilka minut wspominając pobyt w domku za miastem. 
- A teraz wróćmy do chwili obecnej. Pewna dwójka zakochanych, która doskonale znacie pokłóciła się. I czy warto marnować tak piękną historię dla małej kłótni?... Halo, słyszy mnie ktoś??? No halo!!!  - spojrzałam w stronę Fede i Ludmi. To po to ja sobie nadwyrężam gardło żeby oni się teraz całowali... Chwila no tak. Przecież to o to chodziło. Żeby ich pogodzić. Wycofałam się na palcach z pokoju i ruszyłam do swojego domu. Zadanie wykonane. Pewnie zastanawiacie się kto opowiada tę historię. Będziecie zdziwieni. Jej największa przyjaciółka na całym świecie.

I żyli długo i szczęśliwie


                                                                                             Historia spisana przez Camilę Torres.

PS. Zaskoczeni???

Dopisek:

- Gdzie ona się podziała? Nie ma jej - zapytała zdziwiona zona Włocha.
- Cicho kobieto. Sama dobrze wiesz, że marzy mi się syn - Feder zabawnie poruszył brwiami. Ludmiła od razu zrozumiała o co chodzi. No nie! Zasłoniła firankę w pokoju. I jak ja teraz napisze drugą część?
__________________________________________________________________________________
Dziękuję wam za te 21 miesięcy spędzonych razem.
Podobało mi się pisanie bloga.
Oczywiście dziękuje wam również za 20.000 wyświetleń. 
To dla mnie wiele znaczy.
Naprawdę wam Kocham.

poniedziałek, 24 marca 2014

SEZON II ROZDZIAŁ 11 "Ciekawy widok prawda?

*Viola*

- Leon!!! - krzyknęłam i rzuciłam się na mojego chłopaka. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jest. Miał wrócić dopiero za trzy dni. Tak bardzo go kocham.
- Tęskniłem - powiedział ze swoim zadziornym uśmiechem. Jeszcze mocniej go przytuliłam, ale przerwał nam Pablo. Odsunęliśmy się od siebie, a ja przypomniałam sobie, że nie jesteśmy tu sami. Dyrektor poprosił go o przedstawienie swojej piosenki, a on z radością wszedł na scenę. Szybko dołączyli do niego Andres i Broadway. Wszyscy tańczyliśmy w rytm muzyki.                                                                                                         

Nawet Diego zaczął mówić jak bardzo podoba mu się piosenka. Leon wyglądał na zazdrosnego, ale przecież nie miał o co. Gdy zszedł ze sceny podszedł do mnie i objął ramieniem. Razem ruszyliśmy na następne zajęcia. Tam zobaczyłam jak Tomas śpiewa swoją piosenkę z Ludmiłą. Nie wyglądał na zadowolonego. Było mi go szkoda. Po zajęciach postanowiliśmy z Leonem pójść do mnie. Akurat taty nie było w domu. Poszedł gdzieś z Angie. On myśli, że ja nie wiem, że są parą. Raz zobaczyłam jak całowali się w kuchni. Cieszę się z ich szczęścia, ale mogliby już mi powiedzieć. Nie musiałabym udawać, że nic nie wiem. To odrobinę męczące. Na każdym kroku muszę się pilnować. Usiadłam z Leonem na moim łóżku. Zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o wyścigach i o tym co się działo kiedy go nie było w Studio. W końcu doszłam do tematu pocałunku. Nie był zadowolony, ale uznał, że skoro ma być sztuczny to jest ok. Kiedy już mieliśmy się żegnać postanowił mnie pocałować. Jednak nie udało mu się to. Do mojego pokoju wpadł tata i zrobił mi awanturę. Oczywiście musiał wyprosić Leona z domu, a mnie zamknąć w pokoju na resztę dnia. Siedziałam smutna na łóżku gdy nagle usłyszałam pukanie od strony balkonu. Szybko pobiegłam otworzyć i ujrzałam Leona. Był trochę poobijany. Wpuściłam go do środka.
- Leon co ty tutaj robisz? - zapytałam zdezorientowana. Dopiero co został wyrzucony z mojego domu, a jest w nim z powrotem. Błyskawicznie zamknęłam drzwi na klucz i wróciłam do mojego chłopaka.
- Ja tylko na sekundkę. Zapomniałem czegoś - rozejrzałam się po pokoju, ale nie zauważyłam niczego co mogłoby należeć do Leośka. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Uśmiechnął się zadziornie i powiedział:
- Zapomniałem tego - i pocałował mnie tym samym przerywając moje rozmyślania o zgubie chłopaka. Tak bardzo mi go brakowało. Jego ust, uśmiechu, miłością jaką mnie obdarowywał.
Czasami zadawałam sobie pytanie czy na to zasługuję. Przecież ciągle go tylko ranię. Ale chyba właśnie na tym polega miłość. Na wybaczaniu, zaufaniu. Tym, że chce się te osobę uszczęśliwić za wszelką cenę. To dla tego on nigdy się nie poddał. Już po chwili mój rycerz znikał w mroku posępnego wieczoru, a ja pisałam coś w pamiętniku. Nagle naszła mnie myśl.
- Może moja mama też miała takie odczucia? - wzięłam do reki jej pamiętnik i zaczęłam go kartkować. Wszędzie były nasze wspólne zdjęcia i od czasu do czasu piękne rysunki. W końcu trafiłam na stronę, której szukałam. Mama napisała tak:

     "Tak bardzo kocham Germana. Jest wobec mnie taki opiekuńczy. Teraz gdy jestem w ciąży obchodzi się ze mną w tak delikatny sposób. Wciąż zadaje sobie pytanie "Czym sobie na to zasłużyłam?" Na tak kochającego męża, siostrę wspierającą mnie na każdym kroku, cudownych rodziców i małego szkraba, który już niedługo jeszcze bardziej zacznie nas rozweselać. Jeśli to będzie dziewczynka - a jestem tego pewna - nazwę ją Violetta. Germanowi na pewno się spodoba."

Więc moja mama miała takie same odczucia. Jakie to wspaniałe myśleć jak ona. 

Następny dzień

*Naty*

  No i zaraz znowu się spóźnię. Choć tym razem to nie moja wina. Przecież 18 urodziny ma się tylko raz w życiu. Jestem zawalona od świtu do nocy. Muszę wybrać tort i miejsce, a do tego rozdać zaproszenia, ale na to na szczęście mam jeszcze dużo czasu. Tylko czy ktoś na nie przyjdzie? Przecież wszyscy myślą, że jestem taka jak Ludmiła. Chcę pokazać, że jestem inna i że bardzo zależy mi na ich przyjaźni.
- Boo! - odskoczyłam przestraszona. Ten mój kochany Maxi kiedyś wpędzi mnie do grobu. Popatrzyłam na niego i wpadłam na pomysł. Może on mi z tym pomoże bo sama nie dam rady. Moje urodziny obchodzę za równo trzy tygodnie. To mało czasu.
- Maxi musisz mi pomóc - zwróciłam się do niego robiąc maślane oczy. Mój chłopak spojrzał na mnie z radością w oczach i powiedział:
- We wszystkim czego zechcesz - opowiedziałam mu całą historię i czekałam na jego reakcję. Zgodził się mi pomóc bez chwili zawahania. Tak bardzo go kocham. Postanowiliśmy razem zacząć robić zaproszenia dziś po szkole. Strasznie się ucieszyłam. Razem ruszyliśmy na zajęcia. Tam zaśpiewaliśmy to co było trzeba i znów mieliśmy wolną godzinę. Maxi zaproponował mi sok. Ja zaprosiłam jeszcze Fran i Cami. Ucieszyłam się bo zgodziły się od razu. W kawiarni dobrze się bawiliśmy. A poza tym dziewczyny stwierdziły, że pomogą mi w przygotowaniach. Każdą z nich za to wyściskałam.
Teraz na pewno dam radę. Maxi zajmie się muzyką, ale najpierw stwierdził, że musi sobie kupić nową czapkę z daszkiem. Fran chce coś ugotować bo wyznała nam, że to jest jej pasją. Cami za to zadeklarowała pomóc mi ze strojem. Miejsca ciągle szukam, ale mam już parę na oku. Nagle usłyszałam Ahi Estare w wykonaniu moim i Maxiego. Wyjęłam telefon z mojej kremowej torebki i nie patrząc kto dzwoni odebrałam. Usłyszałam głos Ludmiły więc szybko się rozłączyłam. Nie mam zamiaru z nią rozmawiać. Za dużo się przez nią wycierpiałam. Tylko żeby nie przyszła na moje urodziny. Nie mam ochoty jej tam oglądać. A wracając do mojego cudownego dzwonka. To Maxi mi go nagrał. Jest przesłodki. Chciałabym zaśpiewać z nim tę piosenkę na moich urodzinach. Mam nadzieję, że się zgodzi. Z niecierpliwością odliczam dni do mojej osiemnastki. Chcę zrobić sobie prawo jazdy. Moi rodzice już kupili mi cudowny samochód. Wiem, że po mnie urodziny obchodzi Fran. Na pewno jej we wszystkim pomogę. W końcu muszę się jakoś odwdzięczyć. Poza tym wiem, że:

Maxi obchodzi urodziny w czerwcu.
Cami w lipcu.
Diego w sierpniu.

Jest jeszcze Ludmiła. Ona urodziła się w grudniu. Nie dziwię się, że jest taka chłodna. Tak jak zima w Rosji. Ja tu sobie tak rozmyślam i zapomniałam, że przedstawienie jest za dwa dni. Strasznie się boję. Na próbach tego nie widać, ale trzęsę się z niepewności. A co jeśli pomylę tekst albo zacznę fałszować? Będą się ze mnie śmiać. 

*Fran*

  Ale ta Ludmiła mnie wkurza. Nie mam pojęcia jak Natalia z nią tyle wytrzymywała. Ciągle o coś się czepia. Jest taka, taka...
- Fran! Nie fałszuj tak bo bolą mnie uszy - zaraz ja trzepnę. Mam dość. Znów poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam mój telefon i spojrzałam na ekran. Dostałam wiadomość od Marco.

"Za pięć minut na placu"

Powoli zaczynam się do niego przekonywać. Nie jest taki zły jak myślałam. Potrafi być zabawny, miły. Wyszłam z sali ignorując piskliwy głos naszej gwiazdki, który i tak słyszałam nawet przy wyjściu. Już po chwili znajdowałam się w umówionym miejscu. Coś kazało mi spojrzeć w górę. Gdy to zrobiłam zobaczyłam mały balon w kształcie serca. Zapewne jakieś małe dziecko go wypuściło. Dopadło mnie wspomnienie.

"Szłam drogą jako mała dziewczynka. Mój tata postanowił zabrać mnie na spacer. Co chwila przystawałam przy jakiejś pięknej wystawie i patrzyłam na nierozmarzona. W każdej witrynie widziałam małego misia z karteczką Kocham Cię. Akurat były Walentynki. W jednej z szyb zobaczyła odbijającą się zakochaną parę. Nie, nie byli razem. Ale wiedziała, że będą. Sprzedawca balonów stał blisko krawężnika. W pewnej chwili jeden z nich uwolnił się i poleciał wysoko. Ta dwójka szła z przeciwnych końców ulic. Oboje w tym samym momencie zobaczyli czerwone serce. Potem spojrzeli na siebie i z powrotem ruszyli w swoje strony. Byłam pewna, że połączy ich to piękne uczucie jakim jest miłość. Wtedy pomyślałam, że również bym tak chciała. Rok później znów wędrowałam tamtymi ulicami. Zobaczyła to czego się spodziewałam. Ten chłopak, którego widziałam rok temu kupował misia, o którym zawsze marzyłam dziewczynie, którą wtedy mijał."

Uśmiechnęłam się pod nosem do swoich wspomnień.
- Ciekawy widok prawda? - usłyszałam głos Marco. Szedł do mnie z naprzeciwka i co chwila zerkał na mnie i balon w kształcie serca. Wyglądał na radosnego. Ciekawe co sprawiło, że jest taki szczęśliwy.
- Coś ty taki w skowronkach? - zapytałam z lekkim uśmiechem. Od razu się zmieszał. Już chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Po chwili wymamrotał:
- Jak ci powiem to będzie, że znowu jestem zły itd - zapytany dobitnie o powód radości wyduśił z siebie kilka bardzo miłych słów:
- Kiedy cie widzę zawsze się uśmiecham - zarumieniłam się i przeszłam do powodu naszego spotkania. Okazało się, że chodziło tylko o to by znosić humorki Ludmiłki. Niechętnie przystałam na zadanie Diego i ruszyłam do Studia w towarzystwie Marco. W końcu teraz musimy udawać parę. Po drodze kupiliśmy sobie jabłka w karmelu u bardzo dziwnego sprzedawcy. Wyglądał tak znajomo. Vilu mnie do nich przekonała. Teraz je uwielbiam. Weszliśmy wspólnie do budynku śmiejąc się. Marco trochę udawał Ludmiłę i bardzo dobrze mu to wychodziło. Od razu wpadłam na Cami. Wyglądała na wkurzoną.
- No proszę. Kogo ja tu widzę. Nasze gołąbki. Szkoda, że postanowiły nic nikomu nie mówić. A szczególnie jeden gołąb powinien to powiedzieć swojej ponoć najlepszej przyjaciółce - ruszyła wściekła w stronę sali od śpiewu. Pobiegłam za nią.
- Cami zaczekaj! - nareszcie stanęła i obróciła się w moją stronę. Spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem. Nie wiedziałam jak zacząć, ale widząc, że Camila chce uciec postanowiłam coś zmyślić.
- Cami, ja cię przepraszam. Nie chciałam się przyznać. że czuje coś do Marco. On zmienił się a ja dałam mu szansę. I nie żałuję - zauważyłam, że moja przyjaciółka się rozluźniła i nawet uśmiechnęła. Na mojej twarzy również zamajaczył uśmiech. 
- Okej Fran. Ale powinnaś mi powiedzieć. Chociaż cieszę się z twojego szczęścia - szeroko się uśmiechnęłam i przytuliłam ją mocno. Tak bardzo chciałabym jej powiedzieć prawdę. Kiedyś to zrobię. Razem poszłyśmy na zajęcia Jackie. Nauczycielka pokazała nam układ do Euforii. Musze przyznać, że jest świetny. Doskonale pokazuje nasze emocje zawarte w słowach piosenki. Ćwiczyliśmy go przez całe zajęcia. Na koniec nauczycielka zaproponowała małą rywalizację. Pierwsza zgłosiła się Viola, a za nią zaraz Ludmiła. Obie tańczyły układ w takim nastroju o jaki prosiła je Jackie. W końcu nauczycielka ogłosiła remis, a nasza gwiazdka o dziwo wcale się nie wykłócała. Podeszłam do niej po zajęciach aby zapytać o powód jej spokojnego zachowania. Podchodząc usłyszałam tylko muzykę, której ostatnio często słuchała. To przecież był Federico. I to śpiewający po hiszpańsku. Czyli, że to on tak na nią działa? Dobra wiadomość. Może kiedyż mi się przyda. Tylko wracając do zajęć. Jestem strasznie zmęczona. A teraz muszę jeszcze pomóc Naty z urodzinami. Ciągle waha się nad miejscem.

*Marco*

  Dzisiejszy dzień był wspaniały. Zdaje mi się, że mam coraz więcej szans u Fran. Idąc korytarzem wpadłem na Diego. Wyglądał na smutnego.
- Cześć. Co się stało? - zapytałem siadając z nim na fotelach przy sali Beto. On dziwnie na mnie spojrzał i tylko westchnął. 
- Wiesz co? Nieważne. A tobie jak idzie  z Francescą? - zapytał już trochę weselej nastawiony do naszej rozmowy. Uśmiechnęłam się i opowiedziałem mu o swoich przemyśleniach. Ucieszył się wyznając mi, że trzyma za nas kciuki. Podziękowałem mu i zacząłem temat dotyczący przedstawienia. 
___________________________________________________________________________________
No i to jest moja odpowiedź.
Mam nadzieję, że się cieszycie.
Jest Leonetta, Naxi i Marcesca i przyjaźń Diego i Marco.
Zauważyliście coś w fragmencie o Marcesce???
Nie będę się rozpisywać, ale ciesze się, że tu wróciłam i mam nadzieję, że będą komentarze. 
Do następnego rozdziału.

poniedziałek, 17 marca 2014

MYŚLĘ...

Chciałabym być pewna, że zaczniecie komentować.
Nie chcę znowu wracać do jednego komentarza pod postem.
Strasznie chcę tu zostać.
Wstaję rano - myślę o blogu.
Wracam ze szkoły - wchodzę na bloga.
Idę spać - piszę następny rozdział.
Coś mnie tu trzyma.
Ale to wy musicie mi pomóc.

Wasza Ola ;)




czwartek, 13 marca 2014

INFO

Żarty żartami, ale chyba na prawdę usunę bloga. 
Nikt nie komentuje więc po co mam pisać.
Jeszcze się nad tym zastanowię.
Smutno mi :(

poniedziałek, 3 marca 2014

SEZON II ROZDZIAŁ 10 "Nieładnie tak podchodzić swoje najlepsze przyjaciółki w związkach"

*Ludmiła*

  Zaczyna się kolejny dzień bycia najjaśniejszą gwiazdą Studia On Beat.kiedy wychodzę z domu muszę przybrać na chwilę maskę dobrej dziewczynki. Za trzy, dwa, jeden:
- Córciu już wychodzisz? To moja mama. Pyta mnie o to codziennie o tej samej porze. Ja wtedy odpowiadam:
- Tak mamo - zaraz zapyta mnie czy chcę pójść z nią po południu na zakupy. Ja odpowiem, że nie mogę, ponieważ mam coś do zrobienia po zajęciach. Jak myślałam tak się stało. Szybko jednak ominęłam tę sielankę i wyszłam z domu z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Pablo wybiera dziś kto i kiedy śpiewa jakie piosenki. Na pewno dostanę dużo solówek. Wszyscy uwielbiają kiedy śpiewam. Doszłam do Studia, a w drzwiach wpadłam na Natalię. Ta głupia dziewczyna pożałuje, że ode mnie odeszła.
- Natalia, chodzisz jak słonica. Odsuń się i przepuść Supernove. Widzisz mój blask? No oczywiście, że nie skoro... - nagle do tej idiotki podbiegł Maxi. Raper hipopotam, który chyba znów postanowił stanąć w obronie dziewczyny.
- Ej ej ej. Nie pozwalaj sobie - spojrzałam na niego mrużąc oczy. Zawsze musi mi przerwać w połowie zdania. To dość niegrzeczne jak na tego osobnika. Nikt nie rozumie, że jestem jednym, wielkim talentem i nikt nie przyćmi mojego blasku. Odeszłam od tej zakochanej parki, bo zbierało mi się na wymioty. Czy oni muszą tak w miejscach publicznych? Tak się nie da normalnie funkcjonować. Chyba jakieś zasady muszą obowiązywać w tej placówce. Oczywiście, że nikt tu nie przestrzega jakichkolwiek zasad. Inaczej byłabym traktowana lepiej niż Violetta. Jestem w tym Studio o wiele dłużej niż ona i każdy wie, że jestem najlepsza. A pomimo tego to jej zaproponowali kontrakt z You-Mixem. Przecież ona się do tego nie nadaje. Nie ma w sobie "tego czegoś". Ja byłabym za to idealna. Ale nie. Tutaj wszyscy kochają tylko Violetkę. A mną nikt się nie interesuje.

Zajęcia z Pablo

Właśnie zaczynają się zajęcia z dyrektorem. Pierwsze co mamy zrobić to przydzielić piosenki. Najlepiej by było gdybym śpiewała wszystko sama. Ja mam najlepszy głos.
- A więc tak - zaczął Pablo. - Przedstawienie otworzy piosenka Hoy Somos Mam napisana przez Violettę. Zaśpiewa ją Ludmiła w towarzystwie naszych uczniów - byłam pewna, że to ja ją zaśpiewam, ale po co ta reszta. Jestem na tyle uzdolniona, że mogłabym zaśpiewać solo.
- Dalej piosenka Allcancemos las Estrellas zaśpiewa Fran - jak znów o tym pomyślę to dostaje migreny. Ja miałam to zaśpiewać, ale oczywiście ta małpa mnie wygryzła. Według planu miałam ją sprowokować przy Pablo i odzyskać układ. Wszystko świetnie tylko, że ona się nie dała, a jeszcze mi się dostało.
- Potem będzie Entre Dos Mundos i trio Leon, Andres i Brodway - niech sobie zaśpiewają te jedną pioseneczkę. I tak ja będę gwiazdą.
- Następnie grupowa piosenka Euforia. Spektakl zakończy utwór Yo Soy Asi napisany przez Diego. Zaśpiewa ją razem z Violą - nie wytrzymałam i krzyknęłam:
- Co?! - to samo zrobiła Violetta. Przecież to ja miałam błyszczeć, a tym, czasem ona śpiewa najwięcej. Tak nie może być.

*Viola*

  Ale jak to ja? Przecież się nie zgłaszałam. Nawet nie myślałam o tej piosence. Zapytałam o to Pablo, a on odpowiedział:
- Violetto jesteś gwiazdą przedstawienia. Musisz to zaśpiewać. Nie chcę cie do tego zmuszać, ale takie warunki dął na You-Mix - do naszej kłótni dołączyła Ludmiła. Była pewna, że piosenka zostanie napisana przez kogoś innego. Jednak w takim razie chce zaśpiewać jeszcze coś bo nie zamierza występować z "nowicjuszem". Oczywiście znów jej się za to oberwało. Mało brakowało, a zostałaby odsunięta od spektaklu. Nagle ze swojego miejsca zerwał się Diego i zabrał głos.
- Cytując Marco "Czy nikt na tym świecie mnie nie lubi?" - i znowu poczułam się winna, Jak ja się zachowuję? To przecież mój przyjaciel. Zawsze lubiłam z nim śpiewać, a teraz mam ku temu okazję.
- Przepraszam cię Diego. Pablo zaśpiewam z przyjemnością - przez resztę spotkania uzgadnialiśmy szczegóły. Po lekcji z Angie mamy znowu zajęcia z Pablo co oznacza próby. Jako, że jednak zaśpiewam piosenkę Diego, nauczyciel z autorem pozwolili mi zmienić trochę tekst. Teraz będzie bardziej "mój". Taki osobisty. Muszę przyznać, że to naprawdę świetna piosenka. Jestem ciekawa kiedy mój przyjaciel ją napisał. Gdy widzieliśmy się w czasie ostatnich wakacji jeszcze nie miał jej w swoim repertuarze. W czasie gdy robiłam ostatnie poprawki do sali wszedł Diego z uśmiechem na ustach. Szybko pokazałam mu odrobinę zmieniony tekst i poprosiłam o próbę. Zgodził się, a ja zaczęłam grać rytmiczną melodię.                                                                                                                                                                            
            

- Wiesz co Diego. Nieładnie tak podchodzić swoje najlepsze przyjaciółki w związkach - jak on mógł w ogóle pomyśleć, że go pocałuję. Przecież jestem z Leonem. Rozmawiałam z nim o tym i powiedział, że to się już nie powtórzy.
- Pokaz ma się zakończyć naszym pocałunkiem - powiedział powoli. Chyba wiem dlaczego. Dobrze mnie zna i wiem, że i tak zaraz wybuchnę. Kto wymyślił, że to ma się zakończyć pocałunkiem? Zapytałam go o to, a on odpowiedział, że Pablo. Wpadł na ten pomysł po słowach Hoy con un beso. Złapałam partyturę i rzuciłam nią w chłopaka. Po chwili zaczęliśmy się z tego śmiać. Powiedział mi, że jutro mamy próbę na zajęciach i wyszedł. Spojrzałam na zegarek. Ale się zasiedziałam. Zaczęły się już próby. Szybko schowałam nuty do szafki i ruszyłam do Auli. Wszyscy już tam byli, a próbę rozpoczynała Ludmiła. Moim zdaniem bardzo dobrze śpiewa moją piosenkę.                                                                                                                 
            

Następna była Francesca. Przez cały występ uśmiechała się do mnie. Widzę, że jest bardzo szczęśliwa, dlatego, że Pablo dał jej ta piosenkę. Jak to potem ustalili zaśpiewają z nią również Cami, Ludmiła i Maxi. Dziwię się tylko temu, że wybrała naszą gwiazdkę. Ale ja nie chcę się mieszać w jej prywatne sprawy. Potem spróbowaliśmy jeszcze piosenkę grupową, a chłopaki zagrali Entre Dos Mundos. Uwielbiam ten utwór. Doskonale odwzorowuje uczucia Leona w tym okresie jego życia. Gdy wczoraj z nim rozmawiałam powiedział, że pierwsze zawody są już za nim i że zdobył pierwsze miejsce. Następne ma dzisiaj o 16:00. Mam nadzieję, że i w tych mu się poszczęści. Już nie mogę się doczekać kiedy wróci. Bardzo za nim  tęsknię. Po drodze złapałam Fran i Cami. Razem postanowiłyśmy pójść na lody, a potem zrobić u mnie nocowanie. Będzie świetna zabawa.

30 minut później

W drodze do mojego dom u Fran dostała wiadomość. Zaczęła się dziwnie zachowywać. Zrezygnowała z naszego wieczoru, przeprosiła nas i ruszyła w stronę swojego domu. Po chwili Camila również się wycofała. A tak chciałam z nimi dzisiaj porozmawiać. Od kiedy jestem gwiazdą You-Mixu widujemy się coraz rzadziej. Ale w takim razie porozmawiam sobie z Leonem. Na pewno polepszy mi się humor. Chcę żeby już wrócił z tych zawodów.

*Cami*

  Fran znowu coś kręci. Nie podoba mi się to. Ja wiem, że coś przed nami ukrywa. Znam ją dłużej od Violi i na prawdę umiem rozpoznać gdy kłamie. Martwię się o nią. Postanowiłam ją śledzić. Najpierw poszła do domu. Gdy po 15 minutach z niego wyszła była przebrana. Potem ruszyła w stronę parku. Usiadła na ławce i
zaczęła nerwowo rozglądać się wokół siebie. Nagle do mojej przyjaciółki podbiegł Marco i mocno ją przytulił. Ona oddała uścisk. Razem chyba wybrali się na spacer. I to było powodem jej dziwnego zachowania? Wielki cyrk o to, że spotyka się z Marco. Mogła mi powiedzieć. Przecież jestem jej najlepszą przyjaciółką. Obrażona wróciłam do swojego domu wciąż zastanawiając się nad sytuacją Fran.

5 minut wcześniej

*Narrator*

  Młoda Włoszka siedziała na ławce w parku i rozglądała się wokół siebie. Czekała na Marco, czyli łącznika miedzy nią, a Diego. Uznał, że ma dla niej nowe wiadomości od przyjaciela i muszą szybko się szybko spotkać. To dlatego zrezygnowała z wieczoru z przyjaciółkami. Pomyślała, że gdyby dostała jakieś zadanie lub informację by ja zszokowały nie mogłaby spać u Vilu. Po chwili Meksykanin już zmierzał w jej stronę. Zatrzymał się jednak na chwilę gdyż dostał wiadomość. Po przeczytaniu jej podbiegł do Francesci i przytulił ją. Ta chciała go szybko odepchnąć, ale chłopak szepnął:
- Camila nas obserwuje. Udawaj - szybko go uścisnęła i zbliżyła usta do ucha chłopaka.
- Skąd to wiesz? - zapytała zdezorientowana. Ma oczy dookoła głowy czy co? Marco odsunął się od niej i z uśmiechem odpowiedział na pytanie.
- Diego również nas obserwuje. Tylko lepiej. Chodźmy stąd bo nas usłyszy - ruszyli chodnikiem do końca skweru. Po odejściu pary i rudowłosej zza krzaków wyłonił się uśmiechnięty Diego. Był zadowolony ze swojej pracy. Wiedział, że wielkimi krokami zbliża się Marcesca, a plan nadal był tajemnicą. Choć SMS był także złym wyjściem dla Fran. Hiszpan napisał by Marco udawał chłopka dziewczyny chociaż przez chwilę by Camila we wszystko uwierzyła. Poza tym dzisiaj nikt go nie zauważył. Uznając, że Marco przekaże wszystkie ważne informacje bez nadzoru, skierował się do swojej posiadłości. Kolejny dzień za nim, a jutro ma ćwiczyć piosenkę z Vilu. Tak naprawdę jemu bardzo podobała się ta sytuacja. jednak Leon to jego przyjaciel i nigdy nie odbiłby mu dziewczyny.

Następny dzień

*Diego*

Szukam Vilu po całej szkole. Nigdzie jej nie ma, a Pablo poprosił nas o zaśpiewanie Yo Soy Asi. Przecież sam nie dam rady, a ona zapadła się pod ziemię. Podszedłem do Camili i zapytałem czy wie gdzie może być. Ona powiedziała, że wcześniej widziała ją w sali od tańca, ale już zbierała się do wyjścia. Popędziłem do sali muzycznej i wszedłem do schowka na instrumenty. Nie było jej tam. Po chwili usłyszałem jej cudny głos i nie mogłem się powstrzymać. Położyłem swoją dłoń na jej.                                                                                             

Spojrzała na mnie uśmiechnięta, ale po chwili znów zmieniła nastrój.
- O co chodzi Diego? - westchnąłem i pomyślałem chwilę.


Poprowadziłem ją do Auli. Tam szybko zaśpiewaliśmy naszą piosenkę, a Vilu uciekła gdy tylko się skończyła. Zrezygnowany ruszyłem do sali muzycznej.
- Masz duży problem - krzyknęła Ludmiła wchodząc do sali z telefonem w ręku. Spojrzałem na nią i wybuchnąłem.
- Wiesz co? Moim jedynym problemem jest to, że KOCHAM VIOLETTĘ CASTILLO! Tak nie przesłyszałaś się KOCHAM VIOLETTĘ CASTILLO!- podszedłem do ściany z gitarami i wybrałem elektryczną. Podłączyłem ją do głośnika i zacząłem grać śpiewając w kółko:
- Kocham Violettę Castillo - po chwili przestałem i spojrzałem na Ludmiłę. Stała jak wryta.
- Masz wielki problem bo tutaj są kamery. A właśnie teraz Viola jest w pokoju nauczycielskim przy komputerze, na którym się to wyświetla - powiedziała i wskazała na kamerkę w rogu pokoju. Przekląłem pod nosem i krzyknąłem:
- Teraz mi to mówisz? - szybko wybiegłem z pomieszczenia i ruszyłem do gabinetu naszych nauczycieli. Mam nadzieję, że tego nie widziała. Wpadłem do środka zapominając o pukaniu do drzwi. Zobaczyłem Vilu. Stała na środku pomieszczenia i uśmiechała się do mnie.
- Vilu to nie tak - zacząłem się tłumaczyć, ale mi przerwała.
- A jak? My jesteśmy dla siebie stworzeni Diego. Teraz to widzę - zbliżyła się do mnie. Już mieliśmy się pocałować gdy do pomieszczenia wszedł wściekły Leon. Krzyknął "Jak mogliście!" i popełnił samobójstwo...


- A więc o co chodzi? Diego! Halo! - z transu wyrwała mnie Violetta. Pstrykała mi palcami przed oczami. Więc to znowu była moja wyobraźnia. Super. (Czujecie tę ironię?)
- Chodź zaśpiewać piosenkę - powiedziałem zmęczonym głosem. Gdy już kończyliśmy, w drzwiach pojawił się ktoś kogo najmniej się spodziewałem...

CDN...
___________________________________________________________________________________
Co by tu napisać. A tak USUWAM BLOGA!!!!




























Nie no żartuję.