wtorek, 22 kwietnia 2014

SEZON II ROZDZIAŁ 12 "Jeden gest może zmienić wszystko"

2 dni później

*Leon*

  Postanowiłem dzisiaj pójść po Violę do domu. Wiem, że zawsze bardzo denerwuje się przed występami. Zapukałem do drzwi i czekałem aż ktoś mi je otworzy. Po chwili zrobiła to Olga - gospodyni Vilu.
- Oo. Ty pewnie po moją kruszynkę prawda? - przytaknąłem i uśmiechnąłem się słysząc jak Olga woła Violę:
- Skarbeczku twój królewicz u bram zamku - skąd ona bierze te teksty? Po chwili moja dziewczyna zeszła po schodach. Jak zwykle wyglądała przepięknie.
- O, mój królewicz - powiedziała z promiennym uśmiechem. Czyli gramy dalej.
- Czy moja księżniczka uczyni mi zaszczyt i... - w tej chwili Viola zaczęła się dziwnie zachowywać. Kiedy spytałem o co chodzi powiedziała, że zgubiła kolczyk. Zaczęliśmy poszukiwania. Było trudno, ale znalazłem go. Nadal klęcząc i trzymając w dłoni kolczyk kontynuowałem swoja prośbę.
- Wyjdziesz... - znów ktoś mi przerwał. Ludzie ja chcę tylko wyjść z nią z tego domu. Zaraz się spóźnimy. Ile razy jeszcze mi ktoś przerwie?
- Nieeeee! Violetta nie pozwalam ci wyjść za niego! Jesteś za młoda na ślub!!! - jak się okazało był to tata Violi. Zbiegał ze schodów jakby się paliło. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem. Pan German patrzyła na nas jak na nienormalnych.
Dopiero po chwili powiedzieliśmy mu o co chodzi. Wyszliśmy razem z domu cały czas się śmiejąc. Po drodze zauważyliśmy, że do Studia zmierzają również Naty i Maxi. Śpiewali Euforię tańcząc do niej układ. To już chyba jakaś ich tradycja. To samo było przed konkursem You-Mixu. Jak się okazało mieliśmy mieć tylko po jednej próbie i trzeba się było już przygotowywać do przedstawienia. Vilu poszła ćwiczyć Yo Soy Asi, a ja Entre Dos Mundos. Ten kawałek daje mi ogromnego kopa. Już nie mogę się doczekać samego przedstawienia. Będzie wspaniale. Trochę denerwuje mnie fakt, że Viola musi się całować z Diego na prawdę. Ale wczoraj rozmawiałem z nim na ten temat i powiedział, że nie muszę się martwić. Mam nadzieję, że wszystko dobrze wyjdzie.

*Diego*

  Och, tak strasznie chciałbym jej powiedzieć co do niej czuję. Śpiewamy wciąż moja piosenkę. Kiedy jestem z nią wszystko jest na swoim miejscu. Ale potem budzi mnie ta okropna rzeczywistość. Violetta ma chłopaka i bardzo go kocha. Ale chcę chociaż spróbować zmienić jej zdanie. Mam nawet pomysł.
- Violu. Tęsknię za naszymi spacerami po ulicach Hiszpanii. Może wybrałabyś się ze mną na taki spacer jutro wieczorem? - zapytałem. Proszę powiedz tak.
- Okey. To gdzie się spotykamy? - o je. Jak tylko wyjdzie to pójdę do sali tanecznej i będę tańczył z tej radości aż do samego występu.
- Ja po Ciebie przyjdę - zgodziła się, jeszcze raz zaśpiewaliśmy piosenkę i wyszła. Pierwszy raz zakrzyknąć czas:
- Idziemy na randkę.
- Przyjacielski spacer - usłyszałem zza drzwi. Kurcze, słyszała mnie.
- Tak, tak - odkrzyknąłem speszony. Pokrzyczę sobie w domu. Jaki ten dzień jest piękny. Tylko teraz muszę coś wymyślić na jutrzejszy wieczór. A do tego zaraz mamy przedstawienie.
- Dzieciaki zbieramy się w garderobie - usłyszałem przez głośnik. A ja chciałem potańczyć. No dobra. Zrobię to później. Gdy wszedłem do pomieszczenia zobaczyłem przebraną Vilu. Tak ślicznie wyglądała. Chciałem do niej podejść i to powiedzieć, ale ubiegł mnie Leon. Viola się do niego przytuliła, a przy okazji uśmiechnęła do mnie. Potem usiadła z nim w kącie i chwilę rozmawiali. Postanowiłem zapytać o coś Marco.

*German*

  Dlaczego akurat dzisiaj mam spotkanie biznesowe? Mam nadzieję, że szybko się skończy bo chcemy obejrzeć jak Violetta śpiewa ten duet na stronie You-Mixu. Ciesze się, że śpiewa go z Diego bo długo go znam. Jest synem mojej przyjaciółki z nastoletnich czasów. To dobry chłopak. W te wakacje mieszkaliśmy naprzeciwko jego domu. Nawet kilka razy byliśmy razem na jakichś koncertach. Opowiadał nam, że przed naszym przyjazdem kilka koncertów grał tam Federico. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć sam. W drzwiach stała piękna kobieta i uśmiechała się do mnie. Wpuściłem ja do środka i wskazałem mój gabinet. Dobrze, że Angie jest z dzieciakami w Studio bo chyba byłaby zazdrosna. Ale dla mnie i tak to ona jest najpiękniejsza. W pokoju rozmawialiśmy o nowym projekcie naszych firm. Nawet dobrze mi się z nią pracowało. Na koniec naszego spotkania wspomniałem o tym, że właśnie teraz zapewne występuje moja córka. Powiedziała, że mogliśmy przełożyć spotkanie bo sama ma córkę i wie jak to jest gdy dziecko ma występ. Z uśmiechem dodałem, że Viola ma prawie 17 lat. Właśnie. Przecież Vilu ma niedługo urodziny. Trzeba zorganizować jej wspaniałe przyjęcie. Będzie mnóstwo kucyków i tęcz. Na pewno będzie zadowolona. Esmeralda, bo tak miała na imię ta kobieta, z radością przyjęła zaproszenie do obejrzenia z nami przedstawienia. Poszliśmy do salonu, z którego już dochodziły odgłosy rozpoczynającego się show. Razem zasiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać.

*Cami*

Już zaraz zaczyna się nasze show. Nie mogę się doczekać. Włożyłam w przygotowania mnóstwo czasu i miłości. Kocham to co robię i nigdy bym tego na nic nie zamieniła.
- No dzieciaki zaczynamy przedstawienie. Jesteście genialni dlatego na pewno pójdzie wam wspaniale - radośnie zaczęliśmy show piosenką Hoy Somos Mam. Uwielbiam ten utwór. Pierwsze wersy potrafią wzruszyć do łez. Podobno te dwie linijki wymyślił Diego.
                                                                                 
                 

Po zejściu ze sceny Ludmiła oczywiście musiała zacząć na wszystko narzekać. Przestaliśmy jej słuchać po pierwszym wyrazie i wspólnie  zaczęliśmy świętować rozpoczęcie widowiska. Następna piosenka to Alcansemos las Estrellas. Jako, że z Maxim śpiewamy chórki Fran znów radośnie weszliśmy na scenę. Zdziwiłam się, ale również ucieszyłam gdy usłyszałam, że Ludmiła z nami nie śpiewa. Podobno coś przeskrobała i taka ma być jej kara. Wracając do występu. Moja najlepsza przyjaciółka była w swoim żywiole. To było piękne. Patrzeć jak ktoś kogo się kocha jak swoją siostrę śpiewając spełnia marzenia. W tej chwili nikt nie mógł jej zarzucić, że nie była przygotowana do występu. Sądzę, że wszystkim ogromnie podobała się ta piosenka. Kiedy tylko wróciliśmy do garderoby otrzymaliśmy ogromne gratulacje. Nawet Marotti powiedział, że skoczyła mu oglądalność. A mina Ludmiły gdy to usłyszała - bezcenna. Była wściekła. Następnie na scenę wbiegli chłopcy. Wprost roznieśli ją od nadmiaru energii. Razem z Fran podglądałyśmy ich występ. Muszę przyznać, że najbardziej interesował mnie Broadway. Tak, Kocham Go. Tylko co z tego. On mnie chyba nie, a raczej na pewno nie. Muszę się do tego przyzwyczaić. Pewnie ma już jakąś dziewczynę tylko, że nic o niej nie mówi. Sama powinnam sobie kogoś znaleźć. Bo Fran jest z Marco, Viola z Leonem, a kocha się w niej Diego bo to widać na kilometr, a Naty jest z Maxim. Tylko Ludmiła jest sama, ale na nią każdy leci. A ja jestem sama jak ten palec. Tylko jak znaleźć odpowiedniego faceta? To nie jest takie proste. Nikt  nie czeka specjalnie na mnie. Kurcze kończy się występ chłopaków. Musimy poprawić makijaż. Znów weszłyśmy razem do garderoby i podeszłyśmy do lustra.

*Narrator*

  Znasz to uczucie gdy jesteś przekonany, że robisz to co kochasz? Oni tak. Każdy uczeń Studio On Beat wie czego chce. Oni chcą być na scenie. Śpiewać, tańczyć. Paczka przyjaciół weszła na wyznaczone miejsce by robić razem to czego pragną najbardziej. Stali w ciemnościach czekając aż zabrzmi pierwszy takt.

Muzyka niesie ze sobą wielkie przesłanie

Można śpiewać o niczym, ale oni chcieli przekazać innym coś ważnego.

I nareszcie zabłysło światło.

Euforia to stan, w którym czuje się dobrze

Violetta rozpoczęła występ. Po kolei każdy z przyjaciół dołączał się do śpiewania najnowszej piosenki. Widać było radość na każdej twarzy.

Już czuje tę energię dajcie mi baterie

Czy którykolwiek z uczniów nie potrzebował energii od kolegi? Wszyscy nawzajem wspaniale się uzupełniali.

Mój talent sprawia, że jestem tym kim jestem

Nie można im było powiedzieć, że są nikim. Bo nikim czuli się tylko bez swojej muzyki. To co robili dawało im poczucie własnej wartości. Wiedzieli, że są dobrzy w tym co robią. Muzyka jest jedną z najważniejszych rzeczy w ich życiu. Chcieli by tak zostało na zawsze.

Śpiewaj, poczuj tę euforię

Uczniowie zbiegli ze sceny z radością na twarzach. To było coś czego najbardziej potrzebowali. Dawka adrenaliny zrobiła swoje. Przyjaciele znów zaczęli śpiewać wystukując rytm. Klaszcząc, tupiąc oddawali samych siebie. Gdy Angie weszła do garderoby by pogratulować swoim wychowankom sukcesu zaczęła się śmiać. Po chwili sama dołączyła do radosnej młodzieży. Jednak po chwili musieli zakończyć swoje improwizacje. Nadszedł moment, na który czekali wszyscy. Duet Violetty i Diego. Punt kulminacyjny wielkiego show. Rodzina  Violetty zebrała się przed komputerem. Jeszcze tylko kilka sekund.
- Vilu, Diego na scenę - krzyknęła radośnie ciocia dziewczyny. Violetta weszła na scenę z promiennym uśmiechem na twarzy. Cieszyła się, że może zaśpiewać ze swoim najlepszym przyjacielem. Co odczuwał on? To emocje nie do opisania

Yo Soy Asi - Posłuchaj i poczuj

                             
Przez cały występ dziewczynę obserwował jej chłopak. W pewnym momencie nawet pomyślała, że to właśnie z nim śpiewa te piosenkę.

Jeden gest może zmienić wszystko

Potknęła się, wpadła w ramiona Diego, spojrzeli sobie w oczy, pocałował ją. Dlaczego? pomyślała Viola. Ale czy jest pewne o co jej chodziło
___________________________________________________________________________________
Powracam z rozdziałem.
Pracowałam długo.
Mam nadzieję, że się podoba.
Czekam na komentarze.

sobota, 19 kwietnia 2014

ŚWIĘTA ŚWIĘTY CZAS TUŻ TUŻ I POWRÓT?

Z okazji świąt Wielkanocnych życzę wam:
Wielkanocnych pisanek
uśmiechu cały ranek
jajek na twardo
królika z kokardą
mokrego Dyngusa
fajnego psikusa
rzeżuchy po pachy
i smacznej kiełbachy!



Nie chcę wam od razu deklarować, że powracam i nigdy nie odejdę.
Na razie będę dalej pisać.
Jak już wielokrotnie powtarzałam wszystko zależy od was.
Będą komentarze będę pisać.



A tak z innej beczki.
Wczoraj wpadłam na pewien pomysł.
Nie wiem czy wam się spodoba, ale cóż...
Chcę zrobić tydzień bajek na blogu.
Po prostu znajdę 7 bajek (w miarę krótkich)
Powkładam imiona bohaterów serialu i wstawię na bloga.
Codziennie po jednej bajce.
Napiszcie w komentarzu co o tym myślicie.
Bardzo zależy mi na waszym zdaniu.


Ola się odmeldowuje.
PS. Od niedawna mam hopla na punkcie tej oto pary. Są tacy słodcy. Już pisze o nich kolejnego One Parta.

wtorek, 15 kwietnia 2014

One Part o Ludmile i Federico, czyli "Tylko bądź"

 "Tylko bądź
W każdy dzień i każdą noc
Niech miłości płonie stos
Niech zapłonie z nami świat"

 - Czy jeśli teraz powiem, że Cię Kocham to wszystko będzie dobrze? - zapytała z zawahaniem w głosie pierwszy raz w życiu. Zawsze była pewna siebie, ale gdy była blisko niego traciła rozum. Stawała się bezsilna. Kiedy na nią patrzył nie mogła myśleć. W jego oczach widziała miłość, tęsknotę i strach. Przed czym? Nie miała pojęcia. Tylko on jeden wiedział co dzieje się w zakamarkach jego duszy. Nie wiedziała o nim niczego, ale coś ją do niego przyciągało. Przyciągało jak magnez. Z kolei on wiedział o niej wszystko. Ulubiony kolor, potrawa, cel w życiu, który ciągle ulegał zmianie, ale także bardzo dobrze znał jej lęki. Największy to lęk przed zakochaniem. Wie, że dziewczyna boi się, że straci szanse na bycie gwiazdą przez jednego chłopaka. Ale on od początku znajomości wiedział, że to będzie ciekawa przygoda. Poznali się przez przypadek. Choć można to też nazwać przeznaczeniem. Dziewczyna na swojej osiemnastce przeholowała, ale miała szczęście, że spotkała Jego. Ten odprowadził ją do domu wysłuchując po drodze jaki świat jest pusty i przewidywalny. Nic nie mówił tylko słuchał przemowy dziewczyny. Choć była nietrzeźwa mówiła z ogromnym sensem. Po raz pierwszy wielki podrywacz stał się na chwilę chłopakiem, który chce zrobić wszystko dla swojej
dziewczyny, bez której nie może żyć. Ona czuła się jak księżniczka. Pierwszy raz ktoś słuchał jej i zgadzał się z przedstawionymi poglądami. Mimo miana dziewczyny, która myśli tylko o sobie miała myśli typu: "Czy tak nie byłoby lepiej dla wszystkich?" W życiu kierowała się zasadą: "Nawet nie wiesz co mogę zrobić komuś kto cieszy się z mojego bólu." Po incydencie z odprowadzeniem z imprezy nie odzywała się do niego. Wręcz unikała spotkań. Nie chciała żeby spędzał z nią czas z kilku powodów. Jednak głównym było zakochanie. Tak bardzo bała się tego pięknego uczucia. Przez kilka dni chłopak chodził za nią krok w krok, lecz ona o tym nie wiedziała. Myślała, że o niej zapomniał, że ma inną. Była bardzo przygnębiona, ale nie dawała po sobie tego poznać. Chciała być twarda. Nie wzbudzać współczucia. Jednak ból wygrał. Pojechała do swojego dawnego domu za miastem. Zamierzała odpocząć od wszystkich myśli, które kłębiły się w jej głowie. Lecz nie wiedziała jednej rzeczy. Chłopak z imprezy pojechał z nią. Właśnie tam chciał ja do siebie przekonać. Miał nadzieję, że wrócą z tego wyjazdu jako para. Obserwował każdy jej ruch, a kiedy weszła do małego domku pobiegł do drzwi. Zapukał do nich, a czekając aż dziewczyna jego marzeń otworzy myślał co powiedzieć gdy dziewczyna zapyta go o cel podróży. Wreszcie otworzyła, a kiedy spojrzała przed siebie nie mogła wydusić ani jednego słowa.
- Wiem, że jestem przystojny, ale od tego chyba nie zemdlejesz - zaraz jednak pożałował tych kilku słów. Jego marzenie zmieniło nastawienie. Już wiedziała, że to będzie nieprzyjemna rozmowa. Kiedy tylko zaczął ją przepraszać chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. On jednak ubłagał ją o przenocowanie. Zrezygnowana ruszyła do kuchni. Na dworze było już ciemno więc postanowiła przygotować kolację. Postawiła na pizzę - jej popisowe danie. Zanim się obejrzała była cała w mące. To jej nocny przyjaciel postanowił rozruszać atmosferę. Nie wiedział jednak, że panna w każdej chwili może mu oddać. Nacierali się mąką przez dobre 10 minut. W końcu dziewczyna poślizgnęła się i upadła na zdezorientowanego chłopaka. Dzieliły ich milimetry. On postanowił je pokonać. Delikatnie musnął jej usta. Ta oddała pocałunek lecz po chwili przypomniała sobie, że to chłopak, którego ma dość. Zerwała się na równe nogi i pobiegła do pokoju na górę. On zaraz ruszył za nią. Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i opadła bezsilnie na podłogę zasłaniając ręką usta, a potem całą twarz.
Nie zważała na donośne pukanie i przeprosiny. Płakała. Tak bardzo bała się tego przyznać, ale to była nieunikniona prawda. Zakochała się w nim i to tak mocno. On czekał po drugiej stronie drzwi, ale nie zanosiło się na to by miała go wpuścić do pokoju. Zasnął pod nimi. Kiedy rano dziewczyna chciała wyjść z pokoju coś jej nie pozwalało. To była dobrze nam znana zapora. Chłopak jeszcze się nie obudził, a nawet nie miał zamiaru. Wiedziała, że jeśli tylko spróbuje wyjść ze swojej twierdzy będzie zmuszona do rozmowy o wczorajszym wybryku chłopaka i zapomnieniu dziewczyny. Czy nie prościej byłoby się przyznać do swoich uczuć? Odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że tak, ale to nie jest takie łatwe do zrobienia. Szczególnie dla naszej bohaterki. Jednak doszło do niechcianej rozmowy. Dziewczyna nie chciała jej przeprowadzać, ale chłopak zagroził, że inaczej jej nie wypuści. Rozmawiali gdy nagle padło jedno ważne zdanie.
- Ja po prostu Cię Kocham - panna szybko wybiegła z domu mrucząc pod nosem:
- I to sprawia mi najwięcej problemów - wsiadła do samochodu i ruszyła w kierunku miasta. Chciał jak najszybciej mieć te wydarzenia za sobą. Wróćmy do chwili obecnej gdyż główny bohater bardzo się niecierpliwi i co chwilę patrzy na mnie jakby chciał mi coś zrobić. A przecież jestem grzeczna. Opowiadam tylko historię dwóch szczęśliwie zakochanych osób, które nie mogą bez siebie ży...
- Jak zaraz nie przestanie to ją trzepnę.
- Daj mi dokończyć bo jak ja cię trzepnę to nie wstaniesz - chłopak podniósł ręce w geście obronnym.
A więc dalej. Przez następne dni jasnowłosa znów unikała bruneta. I byłoby tak do dzisiaj gdyby nie ja.
- Wcale, że nie prawda - jęknął głośno ten idiota.
- Nie przerywaj bo jak wstanę to ty usiądziesz.
- No dobra, ale się streszczaj - jak on mi działa na nerwy. Czy nie może wysiedzieć kilku minut w spokoju? Co on małe dziecko czy co?
Postanowiłam zamknąć ich w schowku na instrumenty i wypuścić dopiero gdy się pogodzą.
- To był słaby pomysł - tym razem  ie wytrzymałyśmy obie i krzyknęłyśmy tak głośno, że wskoczył pod stół.
- Och zamknij się wreszcie!!!
Blondynka zaczęła się denerwować. Podeszła do drzwi i zaczęła w nie walić bez opamiętania.(Ta, jakby to coś miało dać.) Chłopak natomiast usiadł w koncie pomieszczenia i czekał aż jej przejdzie. Po chwili blondynka zsunęła się po drzwiach na podłogę.Przez chwilę było słychać tylko ich miarowe oddechy. Nikt nie chciał pierwszy się odezwać. Ona patrzyła mu prosto w oczy. Widziała w nich wielki smutek i ból. Bo jak ona się zachowywała. Co on musiał czuć kiedy dziewczyna go unikała. Nigdy tak o tym nie myślała. Usiadła obok niego i trąciła go delikatnie łokciem. Chciała go jakoś pocieszyć. Nawet nie miała pojęcia jak zakończy się pobyt w zamkniętym pomieszczeniu. Włoch podniósł głowę do góry i spojrzał zdziwiony na ukochana. Po chwili usłyszeli charakterystyczny chrzęst zamka. Drzwi zostały otwarte. Mogli wyjść. Byli wolni, ale jednak żadne z nich się nie podniosło. Chcieli przeprowadzić tę "rozmowę". 
- Nie chcesz wyjść? Przecież już nic cię nie zatrzymuje.- to było dla niego dziwne zachowanie. Ona położyła mu głowę na ramieniu i odpowiedziała, że jednak coś ja tutaj trzyma. Zdziwiony chłopak zapytał co. I to nie od tak, tylko z wielkim przejęciem w głosie. Blondynka odpowiedziała mu pytaniem na pytanie.
- Czy jeśli teraz powiem, że Cie Kocham to wszystko będzie dobrze? - zapytała z zawahaniem w głosie pierwszy raz w życiu. Fede spojrzał w jej piękne, brązowe oczy. Położył jej rękę na policzku, a ona wtuliła się w jej zagłębienie. Czuła jego ciepło. To było takie przyjemne uczucie. Wiedziała, że go potrzebuje, ale zarazem czuła się potrzebna i jemu.
- Kocham Cię - odezwał się po chwili z czułością. Czekał tylko aż ona wypowie te magiczne słowa. Tak długi ich wyczekiwał.Kilka długich sekund później Ludmiła otworzyła oczy i powiedziała słowa, n a które tyle czekał.
- Ja też Cię Kocham. Tylko bądź - niczego więcej nie potrzebował. Podniósł dłonią jej podbródek i delikatnie ja pocałował. Siedzieli tak jeszcze kilka minut wspominając pobyt w domku za miastem. 
- A teraz wróćmy do chwili obecnej. Pewna dwójka zakochanych, która doskonale znacie pokłóciła się. I czy warto marnować tak piękną historię dla małej kłótni?... Halo, słyszy mnie ktoś??? No halo!!!  - spojrzałam w stronę Fede i Ludmi. To po to ja sobie nadwyrężam gardło żeby oni się teraz całowali... Chwila no tak. Przecież to o to chodziło. Żeby ich pogodzić. Wycofałam się na palcach z pokoju i ruszyłam do swojego domu. Zadanie wykonane. Pewnie zastanawiacie się kto opowiada tę historię. Będziecie zdziwieni. Jej największa przyjaciółka na całym świecie.

I żyli długo i szczęśliwie


                                                                                             Historia spisana przez Camilę Torres.

PS. Zaskoczeni???

Dopisek:

- Gdzie ona się podziała? Nie ma jej - zapytała zdziwiona zona Włocha.
- Cicho kobieto. Sama dobrze wiesz, że marzy mi się syn - Feder zabawnie poruszył brwiami. Ludmiła od razu zrozumiała o co chodzi. No nie! Zasłoniła firankę w pokoju. I jak ja teraz napisze drugą część?
__________________________________________________________________________________
Dziękuję wam za te 21 miesięcy spędzonych razem.
Podobało mi się pisanie bloga.
Oczywiście dziękuje wam również za 20.000 wyświetleń. 
To dla mnie wiele znaczy.
Naprawdę wam Kocham.

poniedziałek, 24 marca 2014

SEZON II ROZDZIAŁ 11 "Ciekawy widok prawda?

*Viola*

- Leon!!! - krzyknęłam i rzuciłam się na mojego chłopaka. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jest. Miał wrócić dopiero za trzy dni. Tak bardzo go kocham.
- Tęskniłem - powiedział ze swoim zadziornym uśmiechem. Jeszcze mocniej go przytuliłam, ale przerwał nam Pablo. Odsunęliśmy się od siebie, a ja przypomniałam sobie, że nie jesteśmy tu sami. Dyrektor poprosił go o przedstawienie swojej piosenki, a on z radością wszedł na scenę. Szybko dołączyli do niego Andres i Broadway. Wszyscy tańczyliśmy w rytm muzyki.                                                                                                         

Nawet Diego zaczął mówić jak bardzo podoba mu się piosenka. Leon wyglądał na zazdrosnego, ale przecież nie miał o co. Gdy zszedł ze sceny podszedł do mnie i objął ramieniem. Razem ruszyliśmy na następne zajęcia. Tam zobaczyłam jak Tomas śpiewa swoją piosenkę z Ludmiłą. Nie wyglądał na zadowolonego. Było mi go szkoda. Po zajęciach postanowiliśmy z Leonem pójść do mnie. Akurat taty nie było w domu. Poszedł gdzieś z Angie. On myśli, że ja nie wiem, że są parą. Raz zobaczyłam jak całowali się w kuchni. Cieszę się z ich szczęścia, ale mogliby już mi powiedzieć. Nie musiałabym udawać, że nic nie wiem. To odrobinę męczące. Na każdym kroku muszę się pilnować. Usiadłam z Leonem na moim łóżku. Zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o wyścigach i o tym co się działo kiedy go nie było w Studio. W końcu doszłam do tematu pocałunku. Nie był zadowolony, ale uznał, że skoro ma być sztuczny to jest ok. Kiedy już mieliśmy się żegnać postanowił mnie pocałować. Jednak nie udało mu się to. Do mojego pokoju wpadł tata i zrobił mi awanturę. Oczywiście musiał wyprosić Leona z domu, a mnie zamknąć w pokoju na resztę dnia. Siedziałam smutna na łóżku gdy nagle usłyszałam pukanie od strony balkonu. Szybko pobiegłam otworzyć i ujrzałam Leona. Był trochę poobijany. Wpuściłam go do środka.
- Leon co ty tutaj robisz? - zapytałam zdezorientowana. Dopiero co został wyrzucony z mojego domu, a jest w nim z powrotem. Błyskawicznie zamknęłam drzwi na klucz i wróciłam do mojego chłopaka.
- Ja tylko na sekundkę. Zapomniałem czegoś - rozejrzałam się po pokoju, ale nie zauważyłam niczego co mogłoby należeć do Leośka. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Uśmiechnął się zadziornie i powiedział:
- Zapomniałem tego - i pocałował mnie tym samym przerywając moje rozmyślania o zgubie chłopaka. Tak bardzo mi go brakowało. Jego ust, uśmiechu, miłością jaką mnie obdarowywał.
Czasami zadawałam sobie pytanie czy na to zasługuję. Przecież ciągle go tylko ranię. Ale chyba właśnie na tym polega miłość. Na wybaczaniu, zaufaniu. Tym, że chce się te osobę uszczęśliwić za wszelką cenę. To dla tego on nigdy się nie poddał. Już po chwili mój rycerz znikał w mroku posępnego wieczoru, a ja pisałam coś w pamiętniku. Nagle naszła mnie myśl.
- Może moja mama też miała takie odczucia? - wzięłam do reki jej pamiętnik i zaczęłam go kartkować. Wszędzie były nasze wspólne zdjęcia i od czasu do czasu piękne rysunki. W końcu trafiłam na stronę, której szukałam. Mama napisała tak:

     "Tak bardzo kocham Germana. Jest wobec mnie taki opiekuńczy. Teraz gdy jestem w ciąży obchodzi się ze mną w tak delikatny sposób. Wciąż zadaje sobie pytanie "Czym sobie na to zasłużyłam?" Na tak kochającego męża, siostrę wspierającą mnie na każdym kroku, cudownych rodziców i małego szkraba, który już niedługo jeszcze bardziej zacznie nas rozweselać. Jeśli to będzie dziewczynka - a jestem tego pewna - nazwę ją Violetta. Germanowi na pewno się spodoba."

Więc moja mama miała takie same odczucia. Jakie to wspaniałe myśleć jak ona. 

Następny dzień

*Naty*

  No i zaraz znowu się spóźnię. Choć tym razem to nie moja wina. Przecież 18 urodziny ma się tylko raz w życiu. Jestem zawalona od świtu do nocy. Muszę wybrać tort i miejsce, a do tego rozdać zaproszenia, ale na to na szczęście mam jeszcze dużo czasu. Tylko czy ktoś na nie przyjdzie? Przecież wszyscy myślą, że jestem taka jak Ludmiła. Chcę pokazać, że jestem inna i że bardzo zależy mi na ich przyjaźni.
- Boo! - odskoczyłam przestraszona. Ten mój kochany Maxi kiedyś wpędzi mnie do grobu. Popatrzyłam na niego i wpadłam na pomysł. Może on mi z tym pomoże bo sama nie dam rady. Moje urodziny obchodzę za równo trzy tygodnie. To mało czasu.
- Maxi musisz mi pomóc - zwróciłam się do niego robiąc maślane oczy. Mój chłopak spojrzał na mnie z radością w oczach i powiedział:
- We wszystkim czego zechcesz - opowiedziałam mu całą historię i czekałam na jego reakcję. Zgodził się mi pomóc bez chwili zawahania. Tak bardzo go kocham. Postanowiliśmy razem zacząć robić zaproszenia dziś po szkole. Strasznie się ucieszyłam. Razem ruszyliśmy na zajęcia. Tam zaśpiewaliśmy to co było trzeba i znów mieliśmy wolną godzinę. Maxi zaproponował mi sok. Ja zaprosiłam jeszcze Fran i Cami. Ucieszyłam się bo zgodziły się od razu. W kawiarni dobrze się bawiliśmy. A poza tym dziewczyny stwierdziły, że pomogą mi w przygotowaniach. Każdą z nich za to wyściskałam.
Teraz na pewno dam radę. Maxi zajmie się muzyką, ale najpierw stwierdził, że musi sobie kupić nową czapkę z daszkiem. Fran chce coś ugotować bo wyznała nam, że to jest jej pasją. Cami za to zadeklarowała pomóc mi ze strojem. Miejsca ciągle szukam, ale mam już parę na oku. Nagle usłyszałam Ahi Estare w wykonaniu moim i Maxiego. Wyjęłam telefon z mojej kremowej torebki i nie patrząc kto dzwoni odebrałam. Usłyszałam głos Ludmiły więc szybko się rozłączyłam. Nie mam zamiaru z nią rozmawiać. Za dużo się przez nią wycierpiałam. Tylko żeby nie przyszła na moje urodziny. Nie mam ochoty jej tam oglądać. A wracając do mojego cudownego dzwonka. To Maxi mi go nagrał. Jest przesłodki. Chciałabym zaśpiewać z nim tę piosenkę na moich urodzinach. Mam nadzieję, że się zgodzi. Z niecierpliwością odliczam dni do mojej osiemnastki. Chcę zrobić sobie prawo jazdy. Moi rodzice już kupili mi cudowny samochód. Wiem, że po mnie urodziny obchodzi Fran. Na pewno jej we wszystkim pomogę. W końcu muszę się jakoś odwdzięczyć. Poza tym wiem, że:

Maxi obchodzi urodziny w czerwcu.
Cami w lipcu.
Diego w sierpniu.

Jest jeszcze Ludmiła. Ona urodziła się w grudniu. Nie dziwię się, że jest taka chłodna. Tak jak zima w Rosji. Ja tu sobie tak rozmyślam i zapomniałam, że przedstawienie jest za dwa dni. Strasznie się boję. Na próbach tego nie widać, ale trzęsę się z niepewności. A co jeśli pomylę tekst albo zacznę fałszować? Będą się ze mnie śmiać. 

*Fran*

  Ale ta Ludmiła mnie wkurza. Nie mam pojęcia jak Natalia z nią tyle wytrzymywała. Ciągle o coś się czepia. Jest taka, taka...
- Fran! Nie fałszuj tak bo bolą mnie uszy - zaraz ja trzepnę. Mam dość. Znów poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam mój telefon i spojrzałam na ekran. Dostałam wiadomość od Marco.

"Za pięć minut na placu"

Powoli zaczynam się do niego przekonywać. Nie jest taki zły jak myślałam. Potrafi być zabawny, miły. Wyszłam z sali ignorując piskliwy głos naszej gwiazdki, który i tak słyszałam nawet przy wyjściu. Już po chwili znajdowałam się w umówionym miejscu. Coś kazało mi spojrzeć w górę. Gdy to zrobiłam zobaczyłam mały balon w kształcie serca. Zapewne jakieś małe dziecko go wypuściło. Dopadło mnie wspomnienie.

"Szłam drogą jako mała dziewczynka. Mój tata postanowił zabrać mnie na spacer. Co chwila przystawałam przy jakiejś pięknej wystawie i patrzyłam na nierozmarzona. W każdej witrynie widziałam małego misia z karteczką Kocham Cię. Akurat były Walentynki. W jednej z szyb zobaczyła odbijającą się zakochaną parę. Nie, nie byli razem. Ale wiedziała, że będą. Sprzedawca balonów stał blisko krawężnika. W pewnej chwili jeden z nich uwolnił się i poleciał wysoko. Ta dwójka szła z przeciwnych końców ulic. Oboje w tym samym momencie zobaczyli czerwone serce. Potem spojrzeli na siebie i z powrotem ruszyli w swoje strony. Byłam pewna, że połączy ich to piękne uczucie jakim jest miłość. Wtedy pomyślałam, że również bym tak chciała. Rok później znów wędrowałam tamtymi ulicami. Zobaczyła to czego się spodziewałam. Ten chłopak, którego widziałam rok temu kupował misia, o którym zawsze marzyłam dziewczynie, którą wtedy mijał."

Uśmiechnęłam się pod nosem do swoich wspomnień.
- Ciekawy widok prawda? - usłyszałam głos Marco. Szedł do mnie z naprzeciwka i co chwila zerkał na mnie i balon w kształcie serca. Wyglądał na radosnego. Ciekawe co sprawiło, że jest taki szczęśliwy.
- Coś ty taki w skowronkach? - zapytałam z lekkim uśmiechem. Od razu się zmieszał. Już chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Po chwili wymamrotał:
- Jak ci powiem to będzie, że znowu jestem zły itd - zapytany dobitnie o powód radości wyduśił z siebie kilka bardzo miłych słów:
- Kiedy cie widzę zawsze się uśmiecham - zarumieniłam się i przeszłam do powodu naszego spotkania. Okazało się, że chodziło tylko o to by znosić humorki Ludmiłki. Niechętnie przystałam na zadanie Diego i ruszyłam do Studia w towarzystwie Marco. W końcu teraz musimy udawać parę. Po drodze kupiliśmy sobie jabłka w karmelu u bardzo dziwnego sprzedawcy. Wyglądał tak znajomo. Vilu mnie do nich przekonała. Teraz je uwielbiam. Weszliśmy wspólnie do budynku śmiejąc się. Marco trochę udawał Ludmiłę i bardzo dobrze mu to wychodziło. Od razu wpadłam na Cami. Wyglądała na wkurzoną.
- No proszę. Kogo ja tu widzę. Nasze gołąbki. Szkoda, że postanowiły nic nikomu nie mówić. A szczególnie jeden gołąb powinien to powiedzieć swojej ponoć najlepszej przyjaciółce - ruszyła wściekła w stronę sali od śpiewu. Pobiegłam za nią.
- Cami zaczekaj! - nareszcie stanęła i obróciła się w moją stronę. Spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem. Nie wiedziałam jak zacząć, ale widząc, że Camila chce uciec postanowiłam coś zmyślić.
- Cami, ja cię przepraszam. Nie chciałam się przyznać. że czuje coś do Marco. On zmienił się a ja dałam mu szansę. I nie żałuję - zauważyłam, że moja przyjaciółka się rozluźniła i nawet uśmiechnęła. Na mojej twarzy również zamajaczył uśmiech. 
- Okej Fran. Ale powinnaś mi powiedzieć. Chociaż cieszę się z twojego szczęścia - szeroko się uśmiechnęłam i przytuliłam ją mocno. Tak bardzo chciałabym jej powiedzieć prawdę. Kiedyś to zrobię. Razem poszłyśmy na zajęcia Jackie. Nauczycielka pokazała nam układ do Euforii. Musze przyznać, że jest świetny. Doskonale pokazuje nasze emocje zawarte w słowach piosenki. Ćwiczyliśmy go przez całe zajęcia. Na koniec nauczycielka zaproponowała małą rywalizację. Pierwsza zgłosiła się Viola, a za nią zaraz Ludmiła. Obie tańczyły układ w takim nastroju o jaki prosiła je Jackie. W końcu nauczycielka ogłosiła remis, a nasza gwiazdka o dziwo wcale się nie wykłócała. Podeszłam do niej po zajęciach aby zapytać o powód jej spokojnego zachowania. Podchodząc usłyszałam tylko muzykę, której ostatnio często słuchała. To przecież był Federico. I to śpiewający po hiszpańsku. Czyli, że to on tak na nią działa? Dobra wiadomość. Może kiedyż mi się przyda. Tylko wracając do zajęć. Jestem strasznie zmęczona. A teraz muszę jeszcze pomóc Naty z urodzinami. Ciągle waha się nad miejscem.

*Marco*

  Dzisiejszy dzień był wspaniały. Zdaje mi się, że mam coraz więcej szans u Fran. Idąc korytarzem wpadłem na Diego. Wyglądał na smutnego.
- Cześć. Co się stało? - zapytałem siadając z nim na fotelach przy sali Beto. On dziwnie na mnie spojrzał i tylko westchnął. 
- Wiesz co? Nieważne. A tobie jak idzie  z Francescą? - zapytał już trochę weselej nastawiony do naszej rozmowy. Uśmiechnęłam się i opowiedziałem mu o swoich przemyśleniach. Ucieszył się wyznając mi, że trzyma za nas kciuki. Podziękowałem mu i zacząłem temat dotyczący przedstawienia. 
___________________________________________________________________________________
No i to jest moja odpowiedź.
Mam nadzieję, że się cieszycie.
Jest Leonetta, Naxi i Marcesca i przyjaźń Diego i Marco.
Zauważyliście coś w fragmencie o Marcesce???
Nie będę się rozpisywać, ale ciesze się, że tu wróciłam i mam nadzieję, że będą komentarze. 
Do następnego rozdziału.

poniedziałek, 17 marca 2014

MYŚLĘ...

Chciałabym być pewna, że zaczniecie komentować.
Nie chcę znowu wracać do jednego komentarza pod postem.
Strasznie chcę tu zostać.
Wstaję rano - myślę o blogu.
Wracam ze szkoły - wchodzę na bloga.
Idę spać - piszę następny rozdział.
Coś mnie tu trzyma.
Ale to wy musicie mi pomóc.

Wasza Ola ;)