sobota, 16 sierpnia 2014

NOWE ZAKŁADKI

Chcę Was poinformować o nowych zakładkach:
- Zapytaj bohatera - zadawajcie pytania swoim ulubionym bohaterom opowiadania
- Zaproś - zapraszajcie mnie na wasze blogi. Z chęcią poczytam i skomentuję, a może zostanę na dłużej :)
- Spis treści - już niedługo pojawi się tam spis wszystkich rozdziałów
- Pomysły - jeśli macie jakieś pomysły na opowiadanie możecie mi je przedstawić

Mam nadzieję, że do nich zajrzycie. :)

Przypominam o komentowaniu 15 rozdziału :)


wtorek, 12 sierpnia 2014

SEZON II ROZDZIAŁ 15 "Dla ciebie jestem Federico"

Weszłam do Studia. Szłam za dźwiękiem muzyki. Melodia zaprowadziła mnie do sali Beto. Był tam On. Siedział na krześle. Śpiewał i grał Podemos tylko po angielsku. Jak zawsze wyglądał perfekcyjnie. W pewnej chwili przerwał i spojrzał na mnie. Odłożył gitarę na bok i podszedł do mnie. Jego ręce powędrowały n a moja talię. Wzrok skoncentrował na moich oczach.
- Francesca to jest dla mnie takie trudne. Kocham Cię, ale wiem, że to nieodwzajemniona miłość - jego wzrok był przepełniony bólem. Tylko on wiedział jak to na mnie działa. Nie sadziłam, że to powiem, ale jednak.
- Marco, ta miłość... Ona jest... Ona jest odwzajemniona - wydusiłam w końcu. Jak dobrze było móc to powiedzieć. Chłopak podniósł mnie i obrócił kilka razy. Śmiałam się. Byłam taka szczęśliwa. Kiedy mnie postawił powiedział trzy magiczne dla mnie słowa.
- Ti Amo Francesca - zbliżaliśmy się do siebie. Centymetry stawały się milimetrami...

Oboje budząc się ze snu usiedli na łóżkach. Oddychali bardzo szybko. Do końca nie wiedzieli co się stało. Rozglądali się wokół siebie. Mieli różne odczucia, ale jedno zdanie wypowiedzieli razem.
- Ta miłość jest odwzajemniona - chłopak z uśmiechem na ustach. Dziewczyna z przerażeniem. Marco próbując zasnąć drugi raz, zapytał sam siebie.
- Dlaczego akurat w takim momencie? - naciągnął kołdrę na głowę i udał, że płacze z żalu. No ja bardzo przepraszam, ale rzeczywiście. "Dlaczego właśnie wtedy????!!!!"


************


Przyszłam dziś do szkoły sama. O dziwo Leon po mnie nie przyszedł. Zdziwiłam się, ale pewnie miał coś do załatwienia. Weszłam do Studia i od razu udałam się do Auli. Kiedy do niej weszłam odetchnęłam z ulgą. Diego i Leon ćwiczyli swoja piosenkę. Sama postanowiłam trochę nad nią popracować więc poszłam do sali Beto. Wyjęłam nuty z torebki i zaczęłam grać melodię i śpiewać. Myślę, że nawet może być. Jeszcze się poćwiczy i będzie dobrze. A teraz muszę zagrać moją nowa piosenkę. Napisałam ja całkiem niedawno. Kiedy skończyłam w drzwiach pojawiła się Fran. Przywitałam się z nią. Albo mi się wydaje albo jest przygnębiona.
- Coś nie tak? - spojrzała na zegarek i smutno się uśmiechnęła.
- A pójdziesz ze mną coś zjeść? - zapytała. Zgodziłam się i razem ruszyłyśmy do pobliskiej kafejki.
Zamówiłyśmy sobie tosty. Ponownie zapytałam moją przyjaciółkę o co chodzi.
- Śnił mi się Marco. Znaczy w tym śnie był Marco, no i ja. On powiedział, że mnie kocha, a ja, że jego też. Mieliśmy się pocałować, ale się obudziłam - jakie to romantyczne. Chwila, a co jeśli... Przeprosiłam na chwilę Fran i zadzwoniłam do Diego. Odebrał po pierwszym sygnale.

- Co tam Śnieżko? - to takie słodkie, ale zarazem wkurzające. Nazywa mnie tak odkąd dostałam na targu jabłko od starszej pani.
- Weź z tym skończ. Albo nie. To urocze gdy to mówisz. A teraz błagam Cię zapytaj Marco co mu się dzisiaj śniło.
- Ale po co?
- Nie pytaj mnie po co tylko jego co. A potem do mnie zadzwoń i powiedz. Ok?
- Dla Ciebie wszystko Śnieżko.


************


Rozłączyłem się i wyruszyłem na poszukiwania Marco. Znalazłem go przed wejściem. Wyglądał na zamyślonego. Zaszedłem go od tyłu i krzyknąłem:
- Francesca tu idzie! - przestraszony odskoczył.
- Co? Gdzie? - zaczął się rozglądać, a ja nie wytrzymałem i głośno się zaśmiałem. Po chwili spojrzał na mnie i usiadł na pufie koło sali Angie.
- Przestań sobie ze mnie żartować. Ja tu miałem bardzo poważny sen. Właśnie powiązany z Francescą. Myślałem, że na zawał zejdę - przysiadłem się do niego i zgodnie z prośbą Violi zapytałem co mu się dokładnie śniło.
- Śpiewałem i grałem Podemos po angielsku, naszą piosenkę na zaliczenie. Wtedy ona weszła do sali. Podszedłem do niej i powiedziałem co czuję. A ona powiedziała, że czuje to samo. No i się obudziłem. Najlepszy sen w całym moim życiu - wow. To było jak z jakiejś telenoweli dla nastolatków.
- Stary, ale cie wzięło. Porozmawiamy jeszcze potem bo teraz muszę już iść - oddaliłem się i wykonałem telefon do Vilu.

- Co mu się śniło?
- A może by tak najpierw cześć?
- Nie bądź jak baba i odpowiadaj na pytanie.
- Chyba się fochnę.
- Potem ci to wynagrodzę. Weź mi już powiedz.
- Francesca. Czy Ciebie to w ogóle dziwi? On jest w niej zakochany po uszy.
- Aaaaaaa!!!!! To wspaniale!!!!
- Kupujesz mi aparat słuchowy.
- No bo Fran śniło się, że wyznali sobie miłość, a jemu?
- Dokładnie to samo.
- Trzeba ich połączyć. A ty mi w tym pomożesz.
- Dla Ciebie wszystko Śnieżko.
Rozłączyłem się i uśmiechnąłem pod nosem.
- Najpierw Marcesca, a potem Dieletta.


************


Myślałam, że jak będę znowu ta pomocnicą Ludmiły to czegoś się dowiem. A ta tylko bo Federico jest taki słodki, a za chwilę, ale go nienawidzę. Dlaczego ona nie chce dopuścić do siebie jego miłości. Byliby całkiem fajną parą. Wracając do tego co właśnie robię to muszę uważać. Za chwile zdajemy nasze piosenki po angielsku. Trochę się boję, ale sądzę, że Camila da sobie radę. Przecież tak długo trenowała z MOIM CHŁOPAKIEM!! Nie to, że jestem zazdrosna czy coś. Ja im ufam, ale Maxi spędza ostatnio więcej czasu z nią niż ze mną. Nie mogę o tym tyle myśleć. Przeniosłem wzrok na chłopaków. Diego i Leon świetnie wykonali swoje zadanie. Kiedy zeszli ze sceny Pablo bardzo ich pochwalił i powiedział, że oczywiście zaliczyli. No to teraz my. Weszliśmy na scenę i zaczęliśmy rozstawiać instrumenty. Po chwili podszedł do mnie Maxi.                                                                                                                                                            
                                
- Będziesz wspaniała - objął mnie i pocałował w czoło. Takie małe gesty wystarczą. Teraz jestem gotowa na wszystko.
- Ty też - uśmiechnęłam się i podeszłam do mojego instrumentu. Kocham grać na basie. Zaczęliśmy grać. Muszę przyznać, że Cami świetnie opanowała angielski tekst. Jest genialna. Na pewno to zaliczymy.
- Dzieciaki, to było fantastyczne. To wspaniała dawka emocji. Zdajecie - szczęśliwy zeszliśmy ze sceny.
- A i jeszcze kilka ogłoszeń. Jutro piosenki zdają Ludmiła i duet Francesca i Marco. Chce też przypomnieć, że Violetta będzie śpiewała swoją piosenkę pojutrze dla przedstawicieli You-Mixu. Poćwiczcie choreografię - rozeszliśmy się, a ja poszłam poszukać Ludmiły.


************


Blondynka przechadzała się niespokojnie po klasie. Nie była zła, była wściekła. Było to spowodowane słowami Maxiego. Uznał, że skoro Ludmiła zakochała się w Federico to teraz nie będzie już taka przebiegła. Nie chciała się zmieniać. Tym bardziej nie mogła znieść tego, że inii wiedza o jej małej słabości do Federico. Nagle dziewczyna skierowała swój wzrok na drzwi. Do sali weszła Natalia. Widząc ją postanowiła wprowadzi swój chytry plan w życie. Spojrzała na okno - było otwarte. Niestety nie zauważyła, że ktoś kto nie powinien stoi blisko niego.
- Gdzie się podziewałaś? Czekam tu już dziesięć minut. Czy ty masz mózg? - zaczęła swój atak.
- Nie mogłam cie znaleźć - odrapała spokojnie Natalia. Była przyzwyczajona do takiego traktowania.
- Po pierwsze byłyśmy umówione na moją próbę, a po drugie to nie jest pałac żebyś musiała mnie szukać godzinami. Jesteś aż tak tępa? Jak ten Maxi z tobą wytrzymuje? - nagle do sali wszedł zdegustowany Włoch. Ludmiła rozszerzyła oczy z ogromnego strachu.
- Myślałem, że jesteś inna - chłopak był strasznie zawiedziony. Powoli udał się w stronę drzwi. Dziewczyna szybko chwyciła jego dłoń.
- Fede ja ci to wytłumaczę - brunet wyszarpnął rękę z uścisku. Robił to z ogromnym bólem.
- Po pierwsze dla ciebie jestem Federico, a po drugie już mi wszystko wyjaśniłaś. A ja naprawdę myślałem, że się zmieniłaś - chłopak po raz ostatni spojrzał na blondynkę i opuścił pomieszczenie. Przez chwilę dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Jednak po chwili przypomniała sobie o obecności Natalii.
- I co tak stoisz? Włącz podkład i przynieś mi wodę. Zimna i niegazowaną - brunetka posłusznie wykonała prośbę, a raczej polecenie. Jednak nie wyszła z sali. Stanęła koło odtwarzacza.Woda już dawno na nia czekała.
                                                                 

W sali rozbrzmiały pierwsze dźwięki ulubionej piosenki Ludmiły Destinada e Brillar. Dziewczyna dzielnie zaśpiewała kilka wersów lecz po chwili nie wytrzymała. Zaczęła płakać. Miała już wszystkiego dość.Nie chciała stracić Federico. Chciała tylko by jej opinia się nie zmieniła.
- Dlaczego to wszystko jest takie trudne? - pytanie było retoryczne, ale jednak dziewczyna dostała odpowiedź.
- To my wszystko utrudniamy - Ludmiła podniosła głowę i zobaczyła Naty. Jej jedynej nie odstraszyła swoim zachowaniem. A teraz tylko zostawało pomyśleć nad jej słowami. Czy rzeczywiście to my wszystko utrudniamy?
___________________________________________________________________________________
Nowy rozdział w dzień urodzin.
Dokładnie rok temu dodałam ósmy rozdział i małe powiadomienie.
Zrobię to również tym razem.
Bardzo Wam dziękuje za dokładnie 28,759.(w tej chwili)
Jesteście wielcy. 
Bardzo Was Kocham.
Mam nadzieję, że doczekam tu jeszcze chociaż jednych urodzin.
Zapraszam do komentowania.

Kocham Was <3

niedziela, 10 sierpnia 2014

A WIĘC...

Po dłuższym zastanowieniu się postanowiłam zostać na próbę.
We wtorek pojawi się kolejny rozdział.
Od waszych komentarzy będzie zależeć co dalej z tym opowiadaniem.

Mam nadzieję, że ktoś się cieszy.




sobota, 26 lipca 2014

HALO!!!

Chcę wam tylko powiedzieć, że strasznie się staram.
Próbuję pisać nowe rozdziały.
Ostatnio mam nowe pomysły.
Ale wy przestaliście komentować.
Przestało wam zależeć na tym opowiadaniu???
Jeśli tak to ja mogę przestać już je pisać.
Po co mam się wysilać kiedy nikt tego nie docenia.
Po prostu mi smutno gdy wchodzę na bloga i widzę brak komentarzy.

Nowy rozdział czeka do udostępnienia.
Jeśli pod moimi ostatnimi rozdziałami pojawią się komentarze to go wstawię.
Jeśli nie oficjalnie zakończę tego bloga.

Czekam na opinie do 5 sierpnia.







poniedziałek, 21 lipca 2014

One Part o Violetcie i Marco, czyli "Miłość cierpliwa jest"

Proszę przeczytajcie moją krótką notatkę pod rozdziałem
 
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
1 Kor 13,4-8a

- Ciągle myślę o tej imprezie - wyznała zawstydzona dziewczyna i spuściła głowę.
- Ja też - chłopak podniósł ręką jej podbródek i spojrzał głęboko w oczy. Ona szybko wyrwała się z uścisku i wybuchła.
- Ale nie powinnam. Ty jesteś z Cami, a ja z Marco. Jestem z nim szczęśliwa i nie chcę tego psuć -już miała odejść, ale on złapał ją w talii i nie pozwolił na żaden ruch. Z czułością popatrzył jej w oczy i zaczął się zbliżać do jej twarzy. Gdy dzieliły ich milimetry dziewczyna odsunęła się.
- Nie. Ja kocham Marco - te słowa zabolały Leona. Przecież on naprawdę pokochał Violę i nie mógł zrozumieć, że chce kogoś innego. Opuścił Studio i udał się do domu. Przywitała go żona.
- Jak było w pracy? - zapytała widząc zmartwioną minę męża. Pociągnęła go za rękę na kanapę i podała kubek gorącej herbaty. On tylko uśmiechnął się i szybko znalazł dobrą wymówkę.
- Po prostu dałem zadanie pewnej grupie uczniów, a oni mnie zlekceważyli. Musiałem porozmawiać o tym z Pablo, a przecież wiesz, że jest trochę przygnębiony od czasu choroby Antonia - chwycił ja za rękę i spojrzał głęboko w oczy. Czy ją kocha? To pytanie wciąż nie daje mu spokoju. Jednego dnia jest pewny że tak, ale następnego ma wątpliwości. Może ożenił się z nią by zapomnieć o Vilu. Byli ze sobą trzy lata, a potem Violetta zostawiła go dla Marco. Potrzebuje rozwodu? Nie chciał dopuszczać do siebie choć jednej takiej myśli. Zranić dziewczynę - nie, to nie byłoby w jego stylu. Nigdy się nie wycofywał. Ale myśląc o tym, że spędzi całe swoje życie patrząc na Violę z Marco chciał jak najszybciej zerwać związek.


***************

Kiedy tylko wróciłam do domu zaczęłam się zastanawiać nad sytuacja w Studio. Czemu teraz musiałam się tak zamotać? Za dwa dni biorę ślub z Marco. A teraz mam wątpliwości co do tej uroczystości. Wszystko się nagle pokomplikowało. Moje przemyślenia przerwał dzwonek telefonu. To Leon. Odrzuciłam. Nie mogę z nim rozmawiać. Kolejny dzwonek i kolejne odrzucenie. Czy on nie może zrozumieć, że lada moment wychodzę za mąż za innego? I kolejny dzwonek. Już miałam odrzucić połączenie gdy zorientowałam się, że to dzwonek od drzwi. Wstałam z mojego ulubionego miękkiego fotela i podeszłam do wizjera. To dziwne. Co tutaj robi Ludmiła? Przecież ona nikogo nie lubi, a szczególnie mnie. Jednak gdy otworzyłam zobaczyłam, że płakała. bez zastanowienia przytuliłam ją,a ona o dziwo odwzajemniła uścisk. Wpuściłam ja do środka i zaprowadziłam na kanapę.
- Przepraszam. Za wszystko. To przeze mnie wylądowaliście na tej imprezie i stało się to co się stało. Ale potem było mi okropnie. Nie mogłam wytrzymać presji sumienia. Tak, ja tez je mam. Nie mam już siły - to przez nią nie może spać po nocach. To ona zawiniła wszystkim jej problemom. To przez nią waha się czy wyjść za mąż za Marco. Co każda osoba zrobiłaby na jej miejscu. Zdenerwowała się, wykrzyczała w twarz, że zniszczyła jej życie, wyrzuciła z domu. Ale nie ona. Viola nie miała nawet przez chwilę zawahania co zrobić.
- Wybaczam ci - przytuliła mocno zdziwioną dziewczynę. Już było po wszystkim, a od dzisiaj ma nową koleżankę.


***************

Jednak w głowie dziewczyny wciąż siedzą dwaj mężczyźni. Jeden to jej przyszły mąż, a drugi to Leon - człowiek, którego z dnia na dzień pokochała. Przez całą noc zastanawiała się co zrobić. Jak wyjść z tej zawilej sytuacji. Wybierając jednego z nich drugiego musi zranić. Ale pytanie, na które szuka odpowiedzi to : "Którego z nich woli zranić?"
- Kochanie, czemu nie śpisz? - usłyszała głos swojego narzeczonego. Obróciła się w jego stronę i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Kochasz mnie? - zapytała. On podniósł się na łokciach i oparł o ramę łóżka.
- Kocham Cię najbardziej na świecie. Jesteś moim słońcem, niebem, tlenem. Wszystkim tym co jest potrzebne do życia. Jesteś dla mnie wszystkim. Choć tu do mnie - wyciągnął ramion a w jej kierunku. Viola szybko wtuliła się w niego i na chwilę zapomniała o swoich problemach. Marco pocałował ją we włosy. Zasnęła w jego objęciach. tak bardzo bała się następnego dnia. Śniło jej się, że bierze ślub z Marco. Jest szczęśliwa. Ma dzieci. Posiada wszystko czego pragnęła przez całe swoje życie. I nagle spada, a przed upadkiem broni ją Leon. Para o mało się całuje, ale znikąd pojawia się jej mąż. Widząc zakochanych popełnia samobójstwo. Dziewczyna budzi się z krzykiem cała zapłakana. Czuje tylko obecność chłopaka i to ja uspokaja. Narzeczony delikatnie nią kołysze i przekonuje, że to tylko zły sen. Vilu jest jeszcze bardziej skołowana. Już wie, że nie może przeżyć bez człowieka, z którym ma wziąć ślub. Czy to jej pomaga? Ani trochę.

​***************


Wiem, że dzisiaj Viola ma ostatnią przymiarkę sukni w salonie "Passiflora". Musze tam pójść i jeszcze raz z nią porozmawiać. Nie spałem całą noc myśląc o tym, że mogę ją stracić. Kiedy stałem już przed drzwiami budynku zauważyłem Vilu w pięknej sukni. Ona jest wspaniała w każdym calu. Wszedłem pewnym krokiem do pomieszczenia. Powiedziałem, ze jestem przyjacielem klientki i szybko przeszedłem do drugiego pomieszczenia. Dziewczyna stała przed dużym lustrem i wygładzała sukienkę w talii. Ekspedientka powiedziała by wykonała obrót. Kiedy mnie zobaczyła o mało nie zemdlała. Szepnęła kobiecie coś na ucho i weszła do pomieszczenia za kotarą. Ta podeszła do mnie i powiedziała, że Viola zaraz przyjdzie tylko się przebierze. Cierpliwie czekałem 10 minut, ale w końcu nie wytrzymałem i podszedłem do fioletowej firany. Zawołałem ją, ale nie odpowiedziała. Spróbowałem jeszcze raz, ale znów nie otrzymałem odpowiedzi. Szybkim ruchem odgarnąłem zasłonę, ale nikogo nie zobaczyłem. Zdenerwowany rozejrzałem się po salonie i po chwili zauważyłem, że Vilu wychodzi z budynku z wielka torbą. Poszedłem w jej kierunku, ale gdy byłem już blisko dołączył do niej Marco. Pocałowała go na powitanie, a mnie prawie pękło serce. Chłopak zabrał od niej pakunek i zaprowadził do samochodu. Odjechali razem, a ja zostałem sam. Ruszyłem do domu czując się oszukanym. Myślałem, że chociaż zechce ze mną porozmawiać. Droga zajęła mi dobre pół godziny. Wpadłem w drzwi i poszedłem do kuchni napić się czegoś. Potem osiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Przez chwilę skakałem po kanałach aż w końcu trafiłem na coś co wbiło mi nóż prosto w serce.
- Młody piosenkarz Marco Tavelli już jutro się żeni. Jego wybranka została Violetta Castillo. Nasi reporterzy zauważyli jak jego przyszła żona wychodziła z salonu sukien ślubnych. Jej narzeczony postanowił zrezygnować z popołudniowej próby by odwieźć ją bezpiecznie po zakupach do ich wspólnego domu - tutaj pokazali zdjęcie, na którym się całują, a potem wsiadają do auta. - Życzymy im jak najlepiej - wyłączyłem odbiornik i pomyślałem - teraz albo nigdy. Ale gdzie ja ją znajdę? Skąd mam wiedzieć czy znowu gdzieś się nie wybrała. Nagle poczułem wibracje w kieszeni. Zapomniałem, że ustawiłem na te funkcję. Dostałem SMS od Natalii.

"Ona jest teraz w kawiarni na skrzyżowaniu Rozalis i Salinas. Myśli, że to ja tam przyjdę. Idź do niej"


Tylko ona zawsze potrafi mi pomóc. Zabrałem kluczyki i wsiadłem na mój motocykl. Tylko jazda dawała mi ukojenie. Wtedy zapominałem o wszystkich problemach w moim życiu. Zgasiłem maszynę i wszedłem do kawiarni. Viola siedziała do mnie tyłem. Dobrze, że po drodze kupiłem kwiaty. Zaszedłem ja od tyłu i pokazałem bukiet. Najpierw się ucieszyła, ale kiedy zobaczyła, że to od razu posmutniała.
- Czekam na kogoś - powiedziała pewnie.
- Ona nie przyjdzie. Porozmawiaj ze mną - spojrzała na mnie marszcząc brwi, ale wskazała na krzesło po drugiej stronie stolika. Usiadłem i spojrzałem jej w oczy. Chciałem złapać ja za rękę, ale szybko ją cofnęła.

***************

Mam już tego dość. Czy on mnie śledzi? trzeba w końcu to wszystko wyjaśnić.
- Leon, posłuchaj mnie uważnie. Ja wychodzę jutro za mąż za Marco.
- Ale my...
- Nie ma żadnych nas. Zapomnij o tym wieczorze. Jesteś z Cami. Ciesz się. Nie martw się. Nie będziesz już mnie widywać w Studio. Po naszym ślubie wyjeżdżamy. Już tu nie wrócimy. Więc dzisiaj widzimy się przedostatni raz - rozejrzałam się po pomieszczeniu i widząc, że nikt nie patrzy w naszym kierunku pocałowałam go. Najpierw był zaskoczony, ale szybko odwzajemnił gest. Wstałam i spojrzałam na niego ostatni raz. - Żegnaj - wyszłam z budynku i zadzwoniłam po taksówkę. Szybko wróciłam do domu i opadłam na łóżko ze zmęczenia. Po chwili usłyszanym ciche skrzypienie drzwi i do pokoju wszedł Marco.
- Ciężki dzień? - zapytał czule. Kiwnęłam tylko głowa i schowałam się pod kołdrę. On ja odsłonił i zapytał czy chcę mu go opowiedzieć. Ja tylko pokręciłam głowa na nie. I nagle coś mnie naszło.
- Przytul mnie - szybko wykonał moja prośbę. Zachciało mi się płakać, ale szybko mi przeszło. Zaśmiałam się i ziewnęłam. Marco powiedział, że muszę się przespać. Okrył mnie poszyję, pocałował w czoło i wyszedł z pokoju. Śniłam o wielkim półmisku lodów i czekoladzie. Kolejny sen było o stole, na którym stały same słone, ostre i gorzkie rzeczy. Zapragnęłam coś zjeść i szybko się obudziłam. Zeszłam na dół i ruszyłam prosto do kuchni. Otworzyłam lodówkę i zaczęłam wyjmować produkty na blat. Gdy mój narzeczony wszedł do kuchni zachłysnął się sokiem.
- Co to za połączenie? - zapytał śmiejąc się. Spojrzałam na to co jem i sama się zdziwiłam. W jednej ręce trzymałam truskawkę w bitej śmietanie a w drugiej kiszonego ogórka. Nic więcej nie usłyszałam bo poczułam ogromny ból w dole brzucha i osunęłam się na podłogę. Obudziłam się w jasnym pomieszczeniu. Rozejrzałam się po nim. Leżałam na białym łóżku, a na krześle obok siedział Marco.
- Wreszcie się obudziłaś - powiedział uradowany. Dotknął mojej dłoni. Nagle do pomieszczenia wszedł lekarz.
- O! Obudziła się Pani - Marco zapytał co było powodem mojego zasłabnięcia. To co usłyszałam o mało nie spowodowało kolejnego omdlenia.
- Pani Castillo jest w piątym tygodniu ciąży. Gratuluję - ja w ciąży? Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia, a mój ukochany rzucił się na mnie. Rozpierało go ogromne szczęście, ale mnie zastanawiało coś innego. Poprosiłam go o wodę, a sama wyjęłam kalendarzyk z torebki. Impreza była trzy tygodnie temu. Odetchnęłam z ulgą. To dziecko Marco. Czyli, że wszystko jest w porządku. Zostałam szybko wypisana z uwagi na to, że jutro biorę ślub. W domu wzięłam gorąca kąpiel zastanawiając się czy dobrze robię. Wciąż nie wiem czy powiedzieć Marco o tym co zdarzyło się równo trzy tygodnie temu. A co jeśli mnie znienawidzi? Nie mogę sama wychowywać tego dziecka. Było jeszcze dość wcześnie, ale położyłam się i udałam, że śpię gdy usłyszałam Marco wchodzącego do pokoju. Podszedł do mnie, pocałował w policzek i wyszeptał do ucha:
- Śpij dobrze. Jutro nasz wielki dzień - chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwało mu donośnie walenie (bo pukaniem nie można było tego nazwać) do drzwi. Zszedł szybko na dół by jak sądzę nie pozwolić przybyszowi mnie obudzić. Jest taki kochany. Podeszła do okna i z niepokojem stwierdziłam, że pod naszym domem stoi motocykl Leona. Co on tutaj robi? Zbiegłam po krętych drewnianych schodach i stanęłam za filarem by żaden z chłopaków mnie nie zauważył. Usłyszałam kawałek ich rozmowy.
- Daj mi z nią porozmawiać - on jest pijany. Stwierdziłam to po zaburzeniach w jego mowie. Chciałam tam pójść, ale przecież nie mogłam się zdradzić.
- Po pierwsze na pewno nie w takim stanie, a po drugie ona teraz śpi. Poza tym nie sądzę by chciała z tobą rozmawiać - miał rację. Rozmowa z nim  to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę. Potem się zaczęło. Leon popchnął mojego narzeczonego, ale o nie był mu dłużny. Nie mogłam już tego wytrzymać więc szybko wyszłam z ukrycia. Kiedy oboje mnie zobaczyli zamarli.
- Kochanie idź na górę. Nie możesz się denerwować. To może zagrozić naszemu dziecku - kiedy Leon to usłyszał zrobił wielki oczy ze zdziwienia. jednakże widziałam w nich ból i złość. Nie wiem czego było więcej.
- Jesteś z nim w ciąży? - tylko kiwnęłam głową i wtuliłam się w tors przyszłego męża. Awanturnik wyszedł z domu, wsiadł na maszynę i odjechał w kierunku swojego domu. Rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Dlaczego on to zrobił? Chciałam go zapamiętać jako dobrego człowieka, a nie chłopaka, który co i rusz wszczyna bójki. Marco przytulił mnie mocniej i szeptał do ucha, że już nic mi nie grozi i jestem bezpieczna. Po chwili wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.
Następnego dnia obudziłam się w ramionach tego, z którym mam przeżyć resztę życia. Kiedy spytałam go dlaczego postanowił nie robić wieczoru kawalerskiego odpowiedział:
- Wieczory kawalerskie są dla ludzi, których śluby wiążą się z utratą wolności. Dla mnie to najwspanialszy dzień w życiu. - po czym pocałował mnie w nos. Na miejsce dotarłam przed czasem. Tak jak oboje chcieliśmy nie było żadnego reportera. To miała być skromna uroczystość. Tylko najbliższa rodzinna i przyjaciele. Moją druhną była Francesca, a drużbą Marco był Maxi Kiedy mówiłam sakramentalne tak miała wrażenie, że Leon czeka aż powiem nie i ucieknę sprzed ołtarza. Tak się jednak nie stało. Pewna swojej decyzji wyrecytowałam przysięgę małżeńska patrząc w oczy osobie, która kocham najbardziej na świecie. Wychodząc z kościoła zostałam obsypana ryżem. gdy przyszła kolej na składanie życzeń Leon przeprosił nas za wczorajsze zachowanie i ruszył z Cami pod bramę wyjazdową. Postanowiliśmy, że od razu po ceremonii wyjeżdżamy. Nasi bliscy pożegnali się z nami, a my wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Postawiliśmy na Wenecję. Mam tam rodzinę i jak się okazało Marco również. Po niepełnych ośmiu miesiącach na świat przyszła nasza słodka córeczka, którą nazwaliśmy Angeles.Nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Nie wiem co stało się z Leonem. Krążą plotki na jego temat. Jedne mówią, że rozwiódł się z Camilą i związał z Natalią. Inne zaś mówią, że został ze swoją małżonką, a nawet mają syna, którego nazwali Jorge. Ja nie wiem, która z nich jest prawdziwa. Kilka tygodni po naszym wyjeździe Marco dowiedział się prawdy o pamiętnym wieczorze. Na początku był zły, ale widząc jak bardzo go kocham wybaczył mi. Nie mam kontaktu z osobami ze Studio. Za to moja koleżanka, która po części uświadomiła mi, że naprawdę kocham Marco postanowiła zamieszkać w domu obok nas. Ludmiła zmieniła się nie do poznania. Po tym jak spotkała Włocha Federico postanowiła stać się w pełni dobrą osobą. Wciąż wspominam naszą ostatnią rozmowę.

- Od dłuższego czasu mam nudności - wyznała mi Ludmi.
- Dodałaś pietruszki? - zapytałam zmieniając temat iż zauważyłam Federa stojącego za drzwiami od tarasu. Ona chyba nie zrozumiała o co mi chodzi.
- Ja ci tu mówię, że jestem w ciąży, a ty mi wyjeżdżasz z jakąś pietruchą? - wskazałam na człowieka wykonującego salto na trawie w ogródku i zaśmiałam się pod nosem. Szybko podbiegł do niej i powiedział jak się cieszy. Ja natomiast poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Jak się okazało był to mój mąż. Pocałował mnie i wręczył do rąk kopertę. Zaskoczona stwierdziłam, że znajdują się w niej bilety na samolot do Francji. Spojrzałam na niego zdziwiona. On tylko powiedział cztery słowa, które sprawiły, że na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Druga podróż poślubna kochanie.


__________________________________________________________________________________
Wróciłam...
Tak, ale po co skoro nikt tego nie komentuje?
Po prostu tak bardzo to kocham.
Jestem idiotką.
Ale cóż, taka już jestem.
Nie wiem czy ktoś to skomentuje, ale mam nadzieję, że tak.
Niedługo następny rozdział.

sobota, 28 czerwca 2014

SMUTAM ;(

No i konkurs odwołany.
Smutno mi.
Dziękuje za przysłane prace, ale niestety było ich za mało.
Może następnym razem?