poniedziałek, 17 sierpnia 2015

KOLEJNY LIVE!!!!

Hejka Kochani!!!

Live odbędzie się w poniedziałek około 19.00!!!


Bardzo, bardzo, bardzo Was proszę o zadawanie pytań.
Pytania możecie zadawać pod tym postem, w nowej zakładce Live 2 - Pytania i na asku.
Jeśli wybierzecie 3 opcję proszę o wpisanie najpierw #Live2 żebym mogła oddzielić je od pozostałych.
Ostatnia prośba to napisanie godziny, która by Wam najbardziej odpowiadała.
Dzięki temu będę mogła wybrać odpowiedni dzień.

Ostatnia wiadomość dla Was to moja propozycja gdyby pytań było mało.
Postaram się przygotować 50 faktów o mnie.
Mam nadzieję, że się cieszycie.
Do rozdziału.

Ola<3

piątek, 14 sierpnia 2015

SEZON II ROZDZIAŁ 29 CZĘŚĆ DRUGA "Nagły świst powietrza"

Ooooo...
Vamos, no paren de saltar
Ooooo...
Hoy sé que somos muchos más
Ooooo...
Es el momento de gritar
Ooooo...
Los sueños se hacen realidad

- To było świetne - powiedziała Cami, która znajdowała się w objęciach Brodueya. Tak, pogodzili się. Postanowili się już nie kłócić. Niech zgadnę, że pokłócą się za dziesięć minut. Wiem, że to wredne co mówię, ale jestem zły. Jakim cudem Gregorio jest moim ojcem? Przecież to jest nienormalne. Wszystko mi się wali. Francesca mnie ostrzegała i miała rację. Ale dlaczego Viola jest taka uparta. Normalnie jak osioł tylko pięć razy bardziej. Niedługo koniec roku i muszę z nią
porozmawiać. Nawet nie wiem za co się zabrać. Nie będę rozmawiał z człowiekiem, który zostawił naszą rodzinę. A ta osoba, z którą ja chcę porozmawiać nie chce tego. Nie mam nawet z kim o tym porozmawiać. Marco jeszcze się nie uspokoił, a jeśli pójdę do Francesci i mnie na tym przyłapie to znowu mu coś odbije. Naprawdę sobie na to zasłużyłem?

Pierwsza łza.
Druga łza.
Trzecia łza.
Schylona głowa ułożona na ramieniu podtrzymywanym przez zgięte kolano.
Chłopaki nie płaczą.
Guzik prawda.
Nagły świst powietrza.
Violetta...

********

- Kto to jest?! - zapytał wściekły Marco, a ja wywróciłam oczami. Serio? Znowu?
- Człowiek - odpowiedziałam spokojnie. Chłopak spojrzał na mnie jak na idiotkę. O nie, ja sobie nie dam w kasze dmuchać.
- Francesca!
- Nie podnoś na mnie głosu. To jest kuzyn Maxiego. Oprowadzam go po Buenos Aires - wyjaśniłam spokojnie choć raczej miałam ochotę głośno krzyknąć. On jest zbyt zazdrosny.
- Dlaczego ty go oprowadzasz? Maxi nie może? - zapytał już troszkę spokojniej. Spojrzałam na Szymona. Stał kilka metrów od nas i robił zdjęcia jednemu z budynków. Mam nadzieję, że nie jest
zły bo to jak przywitał go Marco było okropne. Zobaczył mnie z nim, podbiegł do nas i zaczął krzyczeć, że go zdradzam i takie tam. Dobrze, że chłopak nie mówi tak genialnie po hiszpańsku bo byłoby jeszcze gorzej.
- Po pierwsze on mnie o to poprosił, a po drugie będę z nim śpiewać na ślubie Natalii i Maxiego więc chcę go lepiej poznać. Marco idź do Studia i zajmij się Diego. On ci powie co się stało. Przepraszam ale muszę już iść - pocałowałam go w policzek i ruszyłam w stronę Szymona. Zapowiada się świetne popołudnie.
- Idziemy? - zapytał, a ja przytaknęłam.
- Tam - wskazałam dłonią kierunek drogi i tam się udaliśmy.

********

Escucha y siente
Sube el volumen vas a enloquecer
Entiende y siente
De corazones rotos soy el rey
Yo soy el rey
Yo soy el rey oh
Pierdendo el control

Y es que yo soy así
Mi vida es alocada
Sin red y voy a mil
Mi ley es doble o nada
Y es que yo soy así
Con solo una mirada
Vas a quedar de mi
Por siempre enamorada

- Diego to mój syn - krzyknął ktoś z tłumu. Jak się okazało był to Gregorio. Przez całą salę przebiegł cichy szept. "Jak to?" Ja wiedziałam. Diego powiedział mi o tym gdy przez przypadek weszłam dziś rano do sali, w której był. Postanowiłam mu pomóc więc powiedziałam żeby coś zaśpiewał. A on
wybrał akurat tą piosenkę. Przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne chwile. Nie słuchałam tego co mówili. Diego był szczęśliwy. Wyszłam z sali, ale ktoś nagle złapał mój łokieć, a ja widziałam kto to był. Spojrzałam na chłopaka.
- Dziękuję - powiedział i nim się obejrzałam byłam w jego ramionach. Dlaczego czuję się w nich tak dobrze? Przecież tak mnie zranił, okłamywał.
- Nie ma za co Diego.
- Możemy pójść na spacer? - zapytał, a ja nie miałam sumienia mu odmówić. Razem skierowaliśmy się w stronę parku rozmawiając o wszystkim.

poniedziałek, 13 lipca 2015

SEZON II ROZDZIAŁ 29 CZĘŚĆ PIERWSZA " No ty chyba sobie żartujesz"

Ważna notatka pod rozdziałem. Mam nadzieję, że przeczytacie.

- A jak tam w domu? - zapytałem ciekawy. Ostatnio jest bardzo smutna i jest to pewnie jakoś związane z tym wyjazdem Angie.
- Nie jest mi łatwo - przyznała. Objąłem ją mocnej ramieniem. Rozumie co przeżywa. Miałem podobnie gdy moja mama wyjeżdżała w delegacje gdy byłem młodszy. Bardzo za nią tęskniłem i opuszczałem się w nauce. To był dla mnie trudny okres. Dobrze, że już się skończył. - Tata jest taki dziwny. Stara się być obojętny temu wyjazdowi, żartuje i takie tam, ale ja wiem, że tęskni za nią tak bardzo jak ja. Nawet nie mogę z nim o tym normalnie porozmawiać bo od razu zmienia temat. Jest taki uparty - westchnęła i oparła głowę na moim ramieniu. Tęskniłem za tym. Za dobrymi chwilami naszego związku. 
- Zobaczysz, wszystko się ułoży. Niedługo wróci Angie i będzie tak jak dawniej - pocałowałem ją w czoło. - A jak tam twoja nowa piosenka? - zapytałem zmieniając temat. Chciałem ją jakoś rozweselić. Uwielbiam jej śmiech. Perlisty, niewymuszony. 
- To trochę dziwna historia. Niedawno robiłam porządki w pokoju mamy i znalazłam pewien wiersz. Bardzo piękny. Dopisałam do niego trochę tekstu i wyszedł początek piosenki. Jeszcze jej nie skończyłam, ale mogę ci zagrać i zaśpiewać kawałek - przytaknąłem jej entuzjastycznie. Viola podeszła do swojego miejsca pracy, a ja oparłem się o brzeg jej biurka. Jej głos to magia. Tekst był naprawdę przepiękny. Muszę coś z tym zrobić. Pożegnałem się z nią i ruszyłem do drzwi. Drogę zagrodził mi Ramallo.
- Dobranoc Ramallo - uśmiechnąłem się, ale i tak nie poszedłem dalej.
- Leon, mam do ciebie pewną sprawę - i tak od słowa do słowa dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy i postanowiłem spełnić prośbę Ramallo i pomóc Violi i jej tacie.

********

  Spacerowałam sobie po parku gdy nagle usłyszałam krzyki. Może nie zareagowałabym tak gwałtownie gdybym nie rozpoznała tych głosów. Pierwszy to Diego, a drugi Marco. Ciekawe o co im poszło. Podeszłam bliżej i już miałam przerwać tą wymiane zdań gdy usłyszałam swoje imię.
- Francesca Diego, chodzi mi o Francescę - powiedział mój chłopak i zbliżył się do Hiszpana. Spojrzałam na nich z ukosa. Niby co ja zrobiłam?
- Co z nią? - zapytał chłopak.
- Zdradza mnie, prawda? - że co? Niby z kim? Z Violettą czy Camilą? - zaśmiałam się w duchu ze swojego sucharka.
- Skąd mam to wiedzieć? - no właśnie. Skąd on niby  miałby o tym wiedzieć. Przecież ja mu się nie spowiadam z tego co robię. A tak poza tym to ja go nigdy nie zdradziłam.
- Bo ona zdradza mnie z tobą - no dobra. To teraz ja wybuchłam śmiechem, a Diego ledwo się powstrzymywał. Ja i Diego? Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Postanowiłam wkroczyć.
- No ty chyba sobie żartujesz - zaczął Diego, a ja stanęłam obok nich.
- Dokładnie - przyznałam mu rację i poprosiłam żeby zostawił nas samych. Stanęłam naprzeciwko Marco i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Przepraszam.
- Za co? - spytał zdziwiony.
- Za to, że spędzałam więcej czasu z Diego niż z tobą. Chciałam mu pomóc z Violettą, ale i tak źle na tym wyszłam. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Bądź spokojny - dodałam i szybko go pocałowałam. - Chodźmy do Studia. Musimy napisać grupową piosenkę.

********

  Dlaczego ja zawsze jestem sama? Jak byłam z Broduey'em to okazało się, że dla niego to nie jest poważny związek, a Seba wyjechał w trasę i nie wiadomo kiedy wróci. Smutno mi tak samej. Przechadzałam się korytarzami Studia do czasu gdy usłyszałam głos mojego byłego chłopaka. Zajrzałam do sali Beto i przysiadłam się do grającego Broduey'a. Był bardzo smutny, ale dzięki temu piosenka wyszła mu genialnie.


- Pięknie - pochwaliłam go gdy skończył. Chłopak otarł łzy i spojrzał na mnie.
- Cami, ja chciałem... - od razu mu przerwałam. To był chyba ten znak, na który czekałam od kilku dni. To z im powinnam być.
- Ja też. Broduey, Kocham Cię i nie chcę się więcej kłócić - zakończyłam i czekałam na jego reakcję. Wstał ze swojego krzesła co zrobiłam również i ja. Popatrzył na mnie przez chwilę i kiedy już straciłam nadzieję na to, że będzie dobrze on mnie przytulił.
- Ja Ciebie też. Nie kłóćmy się już nigdy więcej - powiedział, a ja się zaśmiałam.
- Nie wiem czy to możliwe, ale będziemy się starać.
 _______________________________________________________________________
Witam!
Zapewne zastanawiacie się o co chodzi.
Mianowicie dzisiaj mija już drugi rok odkąd zaczęłam pisać to opowiadanie.
Jestem bardzo szczęśliwa, że nadal piszę to opowiadanie.
Cieszę się także z liczby osób, która do tej pory weszła na moje opowiadanie.
Dziękuję za każdy komentarz tutaj zostawiony i mam nadzieję, że będzie ich więcej.
Jeszcze nie podjęłam decyzji dotyczącej trzeciej części opowiadania, ale ciągle o tym myślę więc możecie mnie jakoś do tego zachęcić lub zniechęcić.

Dziękuje Wam za te dwa lata.
Były dla mnie wspaniałe.

Kocham.

Ola<3

PS. Przepraszam za opóźnienie, ale chciałam się skupić na moim drugim blogu.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

SEZON II ROZDZIAŁ 28 CZĘŚĆ DRUGA "Oczy, które nauczyłem się kochać bezgranicznie"

- A mój ulubiony moment to...
- Przejście - dokończył za mnie Szymon, a ja szeroko się uśmiechnęłam. Tak dobrze się ze sobą dogadujemy. Chłopak rzeczywiście ma wspaniały głos.
- Dokładnie. Znamy się trzy dni, ale już cię lubię - zaśmiałam się z własnej wypowiedzi. On jest świetny.
- Mam nadzieję, że kiedy już będę w Buenos Aires to mnie oprowadzisz. Nie chcę wyglądać jak turysta - zaśmiał się chłopak co ja szybko odwzajemniłam.
- Pewnie. Pomyśle nad tym gdzie cie zabrać. A tak właściwie to kiedy przyjeżdżasz? - zapytam poprawiając opaskę na głowie. Tym razem była czerwona z kokardką. Chyba zacznę je nosić częściej.
- Dokładnie za tydzień. Będę na waszym show. Maxi mi o nim opowiadał - dodał chłopak widząc moją zdziwioną minę. Rozmawiał z Maxim... A właśnie.
- Maxi mówi po polsku? - zapytałam z ciekawości. To naprawdę trudny język i nie wyobrażam sobie mojego przyjaciela mówiącego w nim płynnie.
- Kiedyś potrafił więcej, ale teraz zna tylko podstawowe słowa - uśmiechnął się i spojrzał za mnie.
- Znam więcej niż kilka słów. A przekonasz się o tym jak tu przylecisz - rzucił zaczepnie Maxi, który właśnie wszedł do sali trzymając przy boku Natalię. Oni wyglądają razem tak cudownie.
- O, a co wy tu robicie? - zapytałam szeroko się do nich uśmiechając.
- Stoimy tu odkąd zaśpiewaliście i zastanawiamy się jakie będzie to nasze nowe życie - Natalia wygładziła swoją spódnicę i puściła do mnie oczko. Ja i Szymon dokończyliśmy rozmowę i ustaliliśmy termin następnej próby.

********

  Czekałem na Violę pod salą od śpiewu jakieś dwadzieścia minut, ale jej ciągle nie było. Postanowiłem wyjść jej naprzeciw. Spotkałem ją dopiero niedaleko jej domu.
- No nareszcie. Wszędzie cię szukałem - zaśmiałem się z ulgą. Viola popatrzyła na mnie, ale nie tym swoim cudownym spojrzeniem tylko oczami pełnymi smutku. Coś musiało się stać. Bez pytania zaprowadziłem ją na naszą ławkę i czekałem na to co powie.
- Wyjeżdża - pociągnęła słodko nosem, a ja zmarszczyłem brwi. Kto? Dziewczyna szybko odpowiedziała na moje nieme pytanie. - Angie. Przyszłam do domu po moje nowe nuty i usłyszałam jak mój tata i ona kłócili się w kuchni. Wyjeżdża bo dostała pracę jako kompozytorka. Rozumiem, że chce się rozwijać, ale dlaczego
tam i akurat teraz. Kiedy wszystko mi się wali - wyżaliła się, a ja natychmiastowo ją przytuliłem. Mój dotyk zawsze ją uspokajał. Znaczy tak było kiedyś, a jak jest teraz to już nie wiem.
- Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze - powtarzałem jak mantrę. Musze ją jakoś pocieszyć. Ona nie może stracić humoru.
- Nie wiem, Leon. Ja już nic nie wiem - oderwała się ode mnie i popatrzyła mi w oczy. - Ale kiedy jestem z tobą jest mi lepiej. Patrzę w twoje oczy i widzę w nich wszystko - pogładziłem jej policzek i pocałowałem jej prawą dłoń.
- Czy to nie jest dziwne? Kłócimy się za każdym razem gdy jesteśmy parą, ale kiedy nie wiemy kim dla siebie jesteśmy potrafimy się dogadać i czujemy tę więź, która łączy nas od zawsze - wypowiedziałem patrząc jej prosto w oczy. Oczy, które nauczyłem się kochać bezgranicznie.

********

  To czas by być dobrą. Muszę zrobić to co obiecałam Diego. Znajdę jego ojca i będziemy kwita. Nie było to trudne zadanie bo nie musiałam za długo szukać by zdobyć podstawowe informacje. Bardzo się ucieszyłam gdy dotarłam do tego człowieka, ale kiedy sprawdziłam jak się nazywa nie mogłam w to uwierzyć. Jakim cudem? Choć jedna rzecz ich łączy. Przesadne zainteresowanie swoją osobą. Szczerze mówiąc takiego wyniku śledztwa się nie spodziewałam. Ale teraz nie mogę się już wycofać.
- Gregorio, możemy porozmawiać? - weszłam do sali tanecznej od razu po zakończeniu jego zajęć. To nie będzie łatwe.
- Czy to konieczne? Nie mam na to teraz czasu - chciał mnie wyminąć, ale ja przeszłam do rzeczy. Wraca stara Ludmiła.
- Jeśli chce się pan dowiedzieć czegoś bardzo ważnego o pana rodzinie to radzę zostać - mężczyzna podszedł do mnie z zainteresowaniem wymalowanym na twarzy.
- O czym mówisz? - czas zacząć show.
- Niech pan sobie przypomni rozkwit pana kariery. Hiszpania i koniec pana pierwszej trasy. I ta kobieta, która tak pana kochała. Jak ona się nazywała? Och, to nie jest ważne. Jak ona miała na nazwisko i jak ma na nazwisko jej syn. No i oczywiście ten syn musi mieć ojca. Ojciec stoi przede mną, a nazwisko jego syna brzmi - przerwał mi.
- Hernandez... Niemożliwe - zająknął się.
- To prawda? - rozległ się głos za mną. Zmrużyłam oczy i zacisnęłam zęby. Co on tutaj robi akurat teraz? Powoli odwróciłam się w jego stronę.
- Diego...
- Prawda - wyszedł zostawiając mnie i jego ojca.

_______________________________________________________________________
Witam!
Przepraszam, że druga część dopiero dzisiaj, ale miałam problemy z internetem.
Mam nadzieję, ze wam się podoba.
Proszę o komentarze i do następnego rozdziału.

Ola <3

niedziela, 7 czerwca 2015

SEZON II ROZDZIAŁ 28 CZĘŚĆ PIERWSZA "To nie było fair"

Tydzień później

- Dziewczyny mówiłam, że wygramy! - krzyknęła radośnie Cami kiedy tylko weszłyśmy do sali. Tak, dobrze słyszycie: Wygrałyśmy konkurs zespołów! Drugie miejsce zajęli chłopcy, a nagrodę specjalną otrzymali Rock Bones.
- Tak Cami. Mówiłaś i miałaś rację. Jesteśmy wielkie! - uśmiechnęłam się do każdej... z małym wyjątkiem. Francescę obrzuciłam chłodnym spojrzeniem. Nadal jestem na nią wściekła i nie rozumiem jej zachowania.
- Musimy to jakoś uczcić - zaczęła Naty. - Chodźmy na koktajl - zaproponowała, a my z radością na to przystałyśmy. Dawno nie byłam w Resto i zaczynałam tęsknić za nektarem z pomarańczy albo sorbetem malinowym. Poza tym uwielbiam słuchać kłótni włoskiego rodzeństwa. Zebrałyśmy się do wyjścia i już miałyśmy opuścić salę gdy nagle wszedł do niej Diego. Wyglądał na przybitego. Jego wzrok pełen nadziei od razu powędrował na mnie. Przewróciłam oczami. Nie będę go słuchać.
- Viola, chcę z tobą porozmawiać. Musisz mnie wysłuchać - a nie mówiłam. Znowu będzie mi próbował wmówić jak to za mną tęsknił i nie chciał mnie zranić. Guzik prawda.
- Diego, nie chcę z tobą rozmawiać. Zrozum to - wyminęłam go, ale nagle sobie o czymś przypomniałam. - Ale wiesz co Diego? - chłopak podniósł głowę, a ja się do niego uśmiechnęłam. - Poproś Francescę żeby mi o tobie poopowiadała. Może znowu się nabiorę - wyszłam z sali i podeszłam do Cami. Dziwnie na mnie patrzyła.
- Violetta, to nie było fair. Wiesz, że ona chciała dobrze - zaczęła, ale przerwałam jej.
- I dobrze wiemy jak to się skończyło.

********

- Cześć, wiecie może o co chodzi z tym zebraniem? - zapytałem wchodząc do auli. Od razu podszedłem do chłopaków i usiadłem na schodkach.
- Nie, ale zapewne zaraz się dowiemy - odpowiedział mi Maxi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Do środka akurat weszła Violetta. Zerwaliśmy. Znowu. Wiem. To się robi monotonne, ale nie mogę przestać o niej myśleć. Jest dla mnie bardzo ważna. Popatrzyła w moją stronę i delikatnie się uśmiechnęła. Odwzajemniłem gest i już miałem do niej podejść gdy drogę zaszedł  i Pablo. Wróciłem na swoje miejsce ciekawy nowych informacji.
- Kochani! Pewnie zastanawiacie się co znowu wymyślili wasi nauczyciele, ale z drugiej strony powód jest oczywisty. Mianowicie zbliża się zakończenie roku szkolnego. Z tego powodu postanowiliśmy, że weźmiecie udział w wielkim show sponsorowanym przez portal U-Mix - wow, tak nas wciągnął ostatni wir pracy związany z bitwa kapel, że nie zauważyliśmy zbliżającego się końca roku.
- Masz rację Pablo. Kompletnie o tym zapomnieliśmy, ale damy z siebie wszystko - wypowiedział się Broduey dyskretnie zerkając na Camilę.
- Mam taką nadzieję. Musicie napisać kilka nowych piosenek. Pomyślałem nad duetem, piosenką waszego zespołu chłopaki i jakimś solo, do tego oczywiście piosenka grupowa. W duecie chciałbym zobaczyć dwie dziewczyny. Myśleliśmy o tym od dawna i postanowiliśmy, że zaśpiewają go Ludmiła i Camila. Zgadzacie się? - zapytał patrząc kolejno na dziewczyny. Camila szturchnięta przyjaźnie przez Violę skinęła głową, a Ludmiła przytaknęła tylko dlatego, że siedziała obok Federico. Uśmiechnąłem się pod nosem. Ach, ta miłość. Muszę porozmawiać z Violą. I to teraz.

********

  Razem z Sebą przechadzaliśmy się po korytarzach Studia rozmawiając o różnych sprawach. Chłopak nie był taki jak zwykle. Zachowywał się naprawdę dziwnie, ale postanowiłam się nie narzucać. Jak będzie chciał to mi powie. Postanowiłam zmienić temat.
- To cudownie, że oboje wygraliśmy, prawda? - zapytałam szeroko się uśmiechając i stając w miejscu. Tak bardzo się z tego cieszę. Bałam się, że jeśli wygra tylko jedno z nas to drugie będzie potem zawiedzione. A tu taka niespodzianka.
- Tak, Cami. Bardzo się cieszę - odparł chłopak, ale bez entuzjazmu. Dobrze, ja już tak dalej nie mogę. Muszę wiedzieć o co chodzi.
- Seba, co się stało? I nie mów, że nic bo widzę - pociągnęłam go za rękę na fotele obok pokoju nauczycielskiego. Boję się, że to coś złego.
- Cami, chodzi o to, że...
- Cześć, widzieliście Violę? Szukam jej i nie mam pomysłu gdzie może być - podszedł do nas Leon, a ja powstrzymałam się od krzyknięcia. Nie przeszkadza się ludziom kiedy prowadzą poważne rozmowy.
- Viola poszła na chwilę do domu, ale wróci na lekcje śpiewu z Angie. Będzie za jakieś piętnaście minut bo na pewno się spóźni - zaśmiałam się słabo i pokazałam żeby sobie poszedł. Wróciłam spojrzeniem do Seby. - Więc? - ponagliłam go.
- Cami, dostaliśmy propozycje nowego tournée...
- To wspaniale - przerwałam mu, ale po chwili spoważniałam. - Wyjedziesz?
- Tak - odrzekł smutno, a ja przytuliłam się do niego.
- Będę tęsknić. Bardzo - wyszeptałam.Chłopak zabrał mnie do parku i zagrał mi moją ulubioną piosenkę jego zespołu. I mam dwa pytania. Pierwsze: Dlaczego nie mogę być szczęśliwa? Drugie: Dlaczego przez całą piosenkę moje myśli zaprzątał Broduey?

środa, 13 maja 2015

SEZON II ROZDZIAŁ 27 "Ty nie chcesz mnie zmieniać"

  Ważna notka na dole. Mam nadzieję, że przeczytacie. Dużo informacji i to także wasze święto.



To już dzisiaj. Dzień występów wszystkich zespołów. Jako, że U-Mix współpracuje z nami musimy nagrać nasze piosenki i dać to pod osąd internautów. To może być ciekawe. Najpierw nagrywał zespół Leona. My byłyśmy po nich. Kiedy Viola weszła do auli znieruchomiała patrząc w stronę Diego, a potem już na niego nie patrzyła. Leon zajmował to zaszczytne miejsce.                                                                                                                                                         
                      

Trochę mnie to zdziwiło, ale postanowiłam z nią porozmawiać dopiero po skończonym nagraniu. Po nas na scenę zaproszono Rock Bones. Natychmiast spojrzałam w stronę Cami, która jak zaczarowana śledziła ich popisy. A raczej jednego z nich - Seby. Po nagraniu perkusista podszedł do mojej przyjaciółki.
- Cześć Cami. Podobało ci się? - zapytał z szelmowskim uśmiechem. Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła i założyła opadający kosmyk włosów za ucho.
- Tak. Uważam, że wypadliście całkiem nieźle. Gratuluję - odpowiedziała. Dobra, coś mi tu nie pasuje. Camila uwielbia rywalizację i zawsze gdy bierze udział w jakimś konkursie stara się o to by wygrać.  Drużyny, które również brały udział w takich zawodach nigdy nie usłyszały od niej przychylnego słowa. Broduey, który cały czas krzątał się po auli przystanął i zaczął im się przypatrywać. Wróciłam do nich wzrokiem.
- Wy też byłyście świetne. Może żeby uczcić takie wspaniałe nagrania wybierzesz się ze mną na piknik - zaproponował Sebastian, a mnie zatkało. Zgodzi się?
- Chętnie. Prowadź - oznajmiła i wyszli razem z pomieszczenia. Znów spojrzałam na byłego chłopaka Cami. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Dobrze, to teraz krótka przerwa - oznajmił Marotti, a ja uradowana klasnęłam w dłonie. Poćwiczę nową piosenkę.

********

  Chyba muszę porozmawiać z Fran. Czuję, że ona mnie zrozumie i będzie mogła jakoś pomóc. Weszłam z powrotem do auli i zastałam ją grającą na gitarze. Podeszłam bliżej i ponownie się przywitałam.                                                           

- Hey Fran. Nowa? - zapytałam wskazując na gitarę. Mogło to trochę dziwnie wyglądać. To tak jakbym pytała czy to nowy instrument.
- Cześć Vilu. Powiedzmy, że tak. Piszę ją z Angie od kilku dni - zmrużyłam oczy. Dlaczego razem z moją ciocią?
- Z Angie? Mam być zazdrosna? - zachichotałam, a ta tylko spojrzała na mnie z rozbawieniem i odłożyła gitarę na bok.
- Violu, dlaczego tak dziwnie patrzyłaś na Diego? - zapytała, a ja przypomniałam sobie po co tu przyszłam.
- Właśnie Fran. Chciałam ci powiedzieć coś bardzo ważnego. To Diego. To Diego był tajemniczym przyjacielem. Rozumiesz to? Ja nie mogę pojąć jak on mógł mnie tak okłamywać. Jak mógł mnie tak zranić? - zaczęłam histeryzować, ale chyba miałam do tego prawo. Ja mu wierzyłam, a on mnie zdradził. Francesca zaczęła masować się po skroniach.
- Wiedziałam, że to się tak skończy - mruknęła cicho, ale udało mi się to usłyszeć. Zmarszczyłam brwi. Co to miało znaczyć?
- Francesca, o czym ty mówisz? Jak to wiedziałaś? - zapytałam poddenerwowana.
- Violu, on chciał być blisko ciebie. Nie chciał cię zranić. On Cię Kocha. Mówił mi, że tęsknił za tobą - zaczęła tłumaczyć, a ja oniemiałam. Czyli, że ona o tym wiedziała? Ona też mnie okłamywała?
- Nie mogę uwierzyć w to, że mogłaś mnie tak oszukać. Cały czas zachwalałaś Diego, a powinnaś mi powiedzieć, że to on był przyjacielem! Miałam prawo to wiedzieć! - wybuchłam i wyszłam z pomieszczenia. Myślałam, że byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Widocznie bardzo się pomyliłam.

********

- Jak się czujesz? - usłyszałam pierwsze pytanie. Um, to trochę trudne do określenia.
- Chyba dobrze. Znaczy myślę, że całkiem dobrze - odpowiedziałam trochę się jąkając. Federico, co ty ze mną robisz? Przecież ja taka nie jestem. Nie jestem dobra ani miła ani uprzejma. Nie pomagam, nie uśmiecham się przyjaźnie, nie czuję się dobrze będąc z kimś. Jestem zimna, chłodna, zdystansowana. Utrudniam ludziom życie, daje im jasno do zrozumienia, że nie potrzebuję nikogo by osiągnąć swój cel. I byłam o tym przekonana przez tyle lat, a tu nagle zjawia się zwykły chłopak, który wywraca moje życie do góry nogami. Dzięki niemu, a raczej przez niego zapominam o tym co jest dla mnie ważne. Kiedy jestem blisko niego zapominam nawet o tym, że jestem Supernovą, a przecież to najważ...
- Gdy ja jestem obok ciebie czuję się jakbym latał. Mam ochotę śpiewać, tańczyć. I choć uwielbiam z tobą rozmawiać do szczęścia wystarczyłoby mi tylko patrzenie ni ciebie. Przysięgam, że nigdy nie czułem się tak przy żadnej dziewczynie. Dla mnie to też jest nowe, ale chciałbym spróbować - niejsze. Tak. Tak myślałam. Do tego momentu. Federico to niezwykła osoba i jeśli teraz dałabym mu odejść to chyba byłabym największą idiotką świata.
- Ja też, ja też chcę spróbować. Dziękuję za to, że zobaczyłeś we mnie kogoś innego, ale nie zapomniałeś o tym jaka jestem. Ty nie chcesz mnie zmieniać. Chcesz mnie kochać i ja chcę tego samego - -powiedziałam patrząc mu w oczy.

********

- Fran, wszystko będzie dobrze. Ona na pewno ci wybaczy. Znasz Violę, jest trochę impulsywna - zaczęłam ją pocieszać. Kiedy ją zobaczyłam była załamana. Powiedziała mi, że pokłóciła się z Violettą i to bardzo poważnie.
- Naty, ona mnie nienawidzi. To koniec naszej przyjaźni - schowała głowę w dłoniach, a ja cicho westchnęłam. Tak naprawdę to nie wiem o czym mówi bo nigdy nie miałam prawdziwiej przyjaciółki. - Ale skończmy już ten temat. Nie chcę cię zanudzać moimi problemami. Jak tam przygotowania? - zapytała, a mi szybko wpadł do głowy pomysł.
- Już wiem. Ty. Ty zaśpiewasz naszą piosenkę - dziewczyna zmarszczyła brwi. No tak, niewiele jej powiedziałam.
- Co?
- Ja i Maxi napisaliśmy piosenkę na nasz ślub...
- Nie mogę zaśpiewać waszej piosenki - przerwała mi.
- Fran, ja będę tak zestresowana, że nie wiem czy zdołam powiedzieć "tak", a co dopiero zaśpiewać. Poza tym zastanawialiśmy się komu możemy powierzyć tą rolę. I teraz zdałam sobie sprawę z tego, że jesteś do tego idealna. Maxi powiedział, że jego kuzyn może zaśpiewać jego wersy. Wtedy ty zaśpiewasz moje. Więc to będzie wspaniały duet. Ten chłopak jest Polakiem.
- Polakiem? - pokiwała głową z uznaniem.(xd)
- Tak. Nazywa się Szymon. Tak wiem, że to trudne imię. Uczyłam się go tydzień. Słyszałam jak śpiewa. Ma bardzo dobry głos. Zgodzisz się? - zapytałam z nadzieją, że powie tak. To dla mnie bardzo ważne.
- No dobrze. Zgadzam się. Dziękuję, że wybrałaś mnie - zakończyła z uśmiechem,a ja mocno ją przytuliłam. Ten ślub będzie idealny.

********

  Może to nie w moim stylu. Może to do mnie naprawdę nie pasuje. Może... Ale dziś chichotałam około dwadzieścia razy i wcale mi to nie przeszkadzało. Seba to wspaniały chłopak i bardzo żałuję tego, że wtedy na niego nakrzyczałam.
- No i mam babeczki z czekoladą. Sam piekłem więc mam nadzieje, że się skusisz - Seba wyrwał mnie z krainy myśli. Uśmiechnęłam się do niego.
- Sam piekłeś. W takim razie muszę spróbować - chłopak wskazał na kosz. Wyjęłam jedną z babeczek i ugryzłam dość spory kawałek. Jak można zrobić coś tak dobrego? - Pycha - powiedziałam z pełną buzią. Chłopak zaśmiał się i starł mi kciukiem okruszek ciastka z kącika usty. Na chwilę wstrzymałam oddech. Spojrzałam na niego pytająco.
- Mogłem to zrobić inaczej - puścił mi oczko, a ja uświadomiłam sobie o jaki sposób mu chodziło. Zarumieniłam się. Cami, ogar!
- Seba ja...
- Cami, dajmy spokój. Nie jestem ciebie wart albo zostańmy przyjaciółmi. Czego użyjesz - on chyba zwariował.
- Seba, jesteś genialnym chłopakiem. Bardzo cię lubię i...
- Lubię - prychnął pod nosem, a ja nie wytrzymałam i chwyciłam jego twarz w swoje dłonie. Nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje. Popatrzyłam mu w oczy i pocałowałam go. Kiedy się od siebie odsunęliśmy delikatnie się uśmiechnęłam.
- Podoba mi się to lubienie - odezwał się chłopak, a ja zachichotałam.
- Mnie też - reszta pikniku zeszła nam na jedzeniu, śpiewaniu i rozmawianiu. Sądzę, że Seba może dać mi to czego Broduey nie mógł lub nie chciał. Postanowiłam żyć chwilą i nie martwić się co będzie potem. Nowa Camila nadchodzi.
________________________________________________________________________________
Witam!

Nadszedł ten dzień. 
Ten wspaniały, fantastyczny dzień.
Pewnie zastanawiacie się o co mi chodzi. 
Spójrzcie na licznik odwiedzin ;-)
Ta liczna przed przecinkiem sprawiła, że na mojej twarzy zagościł naprawdę szeroki uśmiech.
Dla mnie to jest coś ogromnego.
Kiedy zakładałam tego bloga nie wyobrażałam sobie, że doczekam takiej chwili.
Tak naprawdę to nie wiem co mam Wam napisać.
Przede wszystkim dziękuję za każde wejście na mojego bloga.
To dla mnie dużo znaczy.

Dziękuję!!!!!!!

Przepraszam, że mam dla Was dzisiaj tylko ten rozdział, ale jeszcze coś wymyślę.

Drugą sprawą jest ankieta. 
Chcę wiedzieć czy chcecie czytać kolejną część mojego opowiadania.
Mam nadzieję, że zagłosujecie. 

Ola <3